Bajki, Kultura i Religia, Pokój i Sprawiedliwość

Na dachu cerkwi, część I (odc. 4)

W tym tygodniu wszyscy prawosławni chrześcijanie świętują Boże Narodzenie. A ponieważ jedna z pierwszych historyjek, która pojawiła się w naszej bajkowej kolekcji, była właśnie poświęcona prawosławnemu Bożemu Narodzeniu, a na dodatek osadzona w ukraińskich świątecznych klimatach, postanowiłyśmy przypomnieć Wam, ale również i sobie, jak wyglądała pierwsza przygoda naszej trójki bohaterów.

O tym przeczytacie w tej bajce, dzisiaj część pierwsza.

na dachu cerkwi

– Jesteśmy, już jesteśmy! – rozbrzmiał głos kotki.

Na polanę wbiegli Tola z Urwisem. Gdyby nie byli umówieni na konkretną godzinę, Pola z trudem rozpoznałaby swoich towarzyszy podróży.

Niemal cała głowa i szyja Toli owiązane były szalem, który co chwila spadał na oczy Tolki, a ta potykała się i zadzierała główkę do góry, żeby sprawdzić, co przed nią widać. Urwis za to założył czapkę z pomponem i rękawiczki na przednie łapki.

Sówka popatrzyła na tę dwójkę z rezygnacją.

– Eh, no dobrze, lecimy. Tola, trzymaj się mocno Urwisa, a ja go złapię za szelki. Tylko pamiętajcie, nie wierćcie się za bardzo, bo wypuszczę was z łapek…

– Ależ Poluniu, ja nigdy, przenigdy nie będę się wierciła. Jak bum-cyk-cyk! – powiedziała podekscytowana Tola.

Pola popatrzyła na wszelki wypadek na Urwisa.

– Ok, utrzymam tę małą w ramionach. Tylko nie wypuść nas specjalnie – dodał na wszelki wypadek, choć miał nadzieję, że skoro sowa zdecydowała się zabrać ich na wyprawę, to się nimi zaopiekuje.

– Do biegu… gotowi… start! – Pola chwyciła Urwisa za szelki, przez chwilę machała skrzydełkami tuż nad jego głową, aż wreszcie udało jej się unieść oba zwierzaki.

– Juppiii, jestem wysoko! – pisnęło kociątko uradowane, że leci po raz pierwszy tak daleko w nieznane.

Pola była bardzo dzielna. Leciała cały dzień i pół nocy bez odpoczynku.

Wreszcie, koło północy, gdy wszędzie było już zupełnie ciemno, Pola nieco zniżyła lot.

– Uwaga lądujemy! – krzyknęła głośno do towarzyszy podróży.

Raz, dwa, trzy – trzy dłuższe machnięcia skrzydeł i nagle cała trójka wylądowała na bardzo wysokim, drewnianym budynku. Z dachu wystawały trzy wieże, a raczej kopuły uwieńczone krzyżami. To była cerkiew, czyli prawosławny kościół.

na dachu cerkwi

– Dobryj wjecir – przywitała się Pola po ukraińsku. – Przepraszam za spóźnienie – dodała i nagle ciemności przemieniły się w dziesiątki świecących oczu. Z mroku zaczęły się wyłaniać postaci różnych ptaków – sokołów, wróbli, dzięciołów, a także sów, których było najwięcej.

– Priwit sjestra [cześć siostra] hu, hu, huu – usłyszeć można było radosny okrzyk kuzyna. – Wszyscy na ciebie czekaliśmy – dwoje świecących oczu zaczęło przybliżać się do Poli i, kiedy znalazły się na wyciągnięcie skrzydła, postać nagle odskoczyła w bok – Aaaaa! Pola, kto to? Czy ty tu nam psa przyprowadziłaś? – spytał przestraszony kuzyn, który jeszcze chwilę wcześniej był tak uradowany na widok Poli.

– Ależ nie tylko, bo jestem też ja – Tola, kotka – powiedziała nieco piskliwym i zaspanym głosem Tola, która właśnie ocknęła się po podróży i wychyliła głowę spod ogromnego szalika.

Pola i Urwis zmierzyli wzrokiem Tolę. Czy ona zawsze musi wyskoczyć w najmniej odpowiednim momencie? – pomyśleli obydwoje.

– Eh… no tak – powiedziała nieco zakłopotana Pola, która jeszcze bardziej pożałowała, że jednak zabrała ze sobą dwójkę nieznajomych. – Oni chcieli zobaczyć nasze Boże Narodzenie, a babcia…

– A babcia mówiła, że my tu wszystkich ljubow [kochamy] – rozległ się doniosły i jednocześnie piękny głos najstarszej sowy – babci Poli. – Kajtek, ty mi tu nie krzycz, tylko podaj ciepły koc przemarzniętym gościom – powiedziała babcia do wnuka, zbliżając się do Poli i obejmując ją serdecznie skrzydłem. – Gość w dom, Bóg w dom – powiedziała cicho, zerkając na przybyłych. – Chodźcie kochani, bo lada chwila zakończy się nasza nocna liturgia. Przez okno ujrzycie, jaką niezwykłą mamy dziś uroczystość.

Powiedziawszy to, zagarnęła skrzydłem i popchnęła Urwisa i Tolę do przodu. Wszystkie ptaki przesunęły się nieco i ustąpiły im drogi.

Mimo że wszędzie panowała całkowita ciemność, z lufciku w dachu we wszystkich kierunkach wydobywało się światło. Kiedy Tola i Urwis zajrzeli przez okno, zobaczyli, że na dole w cerkwi znajdują się przepiękne obrazy w ogromnych złotych ramach. Tuż przed obrazami stał brodaty pan – zapewne ksiądz – w czarnej, długiej sutannie, który wymachiwał kadzidłami. Dym unosił się we wszystkie strony. Ludzie w cerkwi właśnie skończyli przepiękny śpiew, a brodaty Pan wzniósł ręce ku górze i zaczął mówić:

– Oćcze naś, iże jesi na niebiesĭch, da świętit się imię twoje – wyglądał jak czarnoksiężnik z tą brodą i dymem naokoło.

– Ojej… ja nic nie rozumiem tego ukraińskiego – powiedziała zmartwiona Tola.

– Nasz ksiądz nie mówi po ukraińsku, lecz staro-cerkiewno-słowiańsku – powiedziała babcia Poli, uśmiechając się do kotki. – Staro-cerkiewno-słowiański to najstarszy język z naszego regionu, dlatego nic nie rozumiesz. Nie przejmuj się, moi wnukowie też nie rozumieją jak pop odprawia mszę, bo tego języka słuchamy tylko tutaj, w naszym kościele, naszej cerkwi.

– A Pani go rozumie? – spytał zainteresowany Urwis.

– Ja tak, ale ja jestem prawie tak samo stara, jak ten język – zaśmiała się babcia serdecznie.

na dachu cerkwi

– Och, jaka Pani musi być mądra – powiedziała z zachwytem Tola, robiąc swoje kocie oczy. Już miała coś dodać, gdy nagle stanęła jedną łapą na własnym szaliku. Tak się przestraszyła, że aż podskoczyła i tym razem obydwiema łapkami stanęła na szalu, znów podskoczyła i nagle tylne łapki spadły na ślizgawkę schowaną pod pokrywą śnieżną. Tola zaczęła ruszać szybko łapkami, chcąc się wydostać ze ślizgawki, ale jej raptowne ruchy w niczym nie pomagały.

– AAAA! Ratuuunkuuu! – Malutka Tola zjechała z dachu cerkwi jak ze skoczni narciarskiej i upadła wprost na ziemię.

– Tola, hał, hał – zaszczekał przestraszony Urwis, lecz mimo jego szczekania Tola nawet nie poruszyła łapką.

– Mała, trzymaj się! – dodał Urwis i w tym samym momencie, w którym szykował się do skoku w dół, Pola poderwała skrzydła i ze strachem w oczach podleciała do nieprzytomnej Toli.

Co się stało? Co z małą Tolą i Urwisem? Czy babcia Poli coś zaradzi na upadek?

Tego dowiecie się w kolejnym odcinku…

Pytania do uważnego słuchacza

  1. Jakimi słowami Kajtek przywitał się z Polą?
  2. Jak nazywa się najstarszy język słowiański w naszym regionie?
  3. Jak nazywa się kościół prawosławny?
  4. Jak nazywa się ksiądz prawosławny?
  5. Czy babcia Poli znała wcześniej Tolę i Urwisa, czy może byli to dla babci nieznajomi?
  6. Czy babcia Poli zaopiekowała się Tolą i Urwisem? Jak myślisz, dlaczego?

Słowniczek

Cerkiew

Cerkiew to nazwa kościoła prawosławnego. Charakteryzuje ją kopuła symbolizująca niebo. Każda cerkiew posiada co najmniej jedną kopułę. Jest ona uwieńczona (czyli zakończona) krzyżem. Cerkwie mogą mieć różne kształty i powstawać na planie koła, prostokąta czy krzyża.

Staro-cerkiewno-słowiański

Staro-cerkiewno-słowiański to język wymarły, co oznacza, że istnieją w nim tylko te słowa, które były wymyślone i spisane w księgach bardzo, bardzo dawno temu. W języku tym nie można powiedzieć „włącz Internet” czy „wgraj grę na telefon”, gdyż żadne z tych słów nie istniało w przeszłości. Staro-cerkiewno-słowiański można obecnie usłyszeć jedynie w cerkwi, gdzie odprawiana jest w nim każda msza święta.

język ukraiński

(українська мова – ukraińska mowa)

Język ukraiński używany jest wyłącznie na Ukrainie oraz przez Ukraińców mieszkających w innych państwach. Mimo że Ukraina graniczy z Polską, język ukraiński jest znacznie mniej podobny do języka polskiego niż np. język słowacki czy czeski. Ukraińcy posługują się zupełnie innym alfabetem niż ten, który znamy w Polsce. Ukraińcy używają cyrylicy. Kiedyś o tym opowiemy.

Ksiądz Prawosławny

Niektórzy w Polsce, na prawosławnego księdza mówią pop. Musicie jednak wiedzieć, że to określenie nieładne i obraźliwie.

Znacznie lepiej powiedzieć  „batiuszka”, czyli “księżulku” 🙂

Prawosławne Boże Narodzenie

Prawosławne Boże Narodzenie obchodzone jest 13 dni po świętach katolickich. Rozpoczyna się 7 stycznia.

Powiązane