
Wreszcie zaczęły się wakacje. Mała Sówka Pola przyleciała w góry, w Beskid Żywiecki, gdzie mieszkali jej przyjaciele – Jeleń Jan oraz Kumak Górski Kajtek.
– Serwus Pola! – radośnie zawołał Jeleń na jej widok. – Już nie mogłem się Ciebie doczekać!
– Re, re! Cześć! – przywitał się Kumak Górski. – Jak dobrze, że jesteś! Cała moja rodzina czeka na Ciebie już od kilku dni!
Zwierzaki uściskały się serdecznie i ruszyły przed siebie, aby po kilku chwilach dotrzeć na szczyt najbliższej góry. Sówka pamiętała, że roztaczał się stąd niezwykle malowniczy widok na całą okolicę. Uwielbiała ten krajobraz, ale tym razem wszystko wyglądało inaczej….
– Jaś, co tu się stało? Z jednej strony grani rośnie piękny las. Chyba jeszcze gęstszy niż rok temu! Ale z drugiej… hm, tam chyba już w ogóle nie ma lasu! Spójrz, wszystkie drzewa są powalone, a stok wygląda jak po klęsce żywiołowej! Co tu się wydarzyło? – pytała zaniepokojona.
– Eh, niestety, masz rację – zasępił się Jeleń. – Minionej jesieni ktoś złamał zasady bezpieczeństwa i rozpalił ognisko w lesie. Wybuchł tu pożar. Szybko udało się go ugasić, ale wiele drzew zostało całkowicie spalonych lub nadpalonych. Las był bardzo osłabiony. Gdy zimą spadły obfite opady śniegu i przeszła lawina, las nie wytrzymał. Lawina śnieżna powaliła pozostałe drzewa rosnące na zboczu! Dlatego teraz jest tam odkryty teren… Ale spójrz – na dnie doliny można dostrzec dom naszego Kumaka Górskiego.
– Tam na dole? Przy potoku? – niepewnie spytała sowa.
– Tak, dokładnie tam. Jutro odwiedzimy jego rodzinę i znajomych – potwierdził Jeleń.
– Wszyscy już się za Tobą stęsknili – dodał Kumak.

Jednak następnego dnia od rana lał deszcz, co zmusiło troje przyjaciół do zmiany planów. Sówka na własne oczy przekonała się, czym różni się zalesiony stok od odsłoniętego.
– Hu, hu! Kocham las. Od rana leje, a ja tego prawie nie odczuwam. – powiedziała Pola
– Nie tylko Ty tego nie odczuwasz. Zerknij na potok na dnie zalesionej doliny. Do tej pory nawet nie wezbrał. Las to prawdziwy magazyn wody! – przytaknął Jeleń
– Nie wiem, czemu się z tego tak cieszycie. Ja tam wolę odsłonięty stok! – stwierdził Kajtek – Patrzcie, na odsłoniętej części terenu woda spływa strumieniami. Deszczówka rozmywa glebę. Na dnie doliny jest cudownie! Potok wezbrał i woda wystąpiła z koryta. Moja łąka jest zalana.
Kumak Górski kochał miejsca podmokłe i wilgotne. Na co dzień żył tuż obok potoku. Im więcej wilgotnego i podmokłego terenu, tym lepiej było dla niego.
– Re, re! Mam pomysł – zarechotał Kumak, zachwycając się widokiem zalewanej doliny. – Skorzystajmy z tak cudownej pogody! Przecież możemy urządzić zawody w ślizganiu się na odległość.
– W ślizganiu? – spytała zaciekawiona Pola. – Hm, to brzmi ciekawie! Ale gdzie?
– Jak to gdzie? Na łące! – oznajmił Kumak. – Musimy jedynie ostrożnie ześlizgnąć się na dno doliny. Wody jest tak dużo, że na pewno będzie fajna zabawa! Jak Jeleń weźmie nas na grzbiet, to dotrzemy tam szybciej.
Jeleń, Kumak Górski i Sowa – jakby nigdy nic – wzięli ze sobą zimowe jabłuszka i ruszyli w dół stoku. Gdy tylko znaleźli się na podtopionej łące, rozpoczęli zawody.
– 3, 2, 1 i… Start! – dał sygnał Jeleń.
Ziuuu!
– Udało się! Ha! Aż 5 metrów! Nikt mnie nie pokona! – zawołał z zadowoleniem.
– Hu, hu, hu! Chyba nie widziałeś mnie w akcji! – krzyknęła Sówka, stanęła na jabłuszku jak na desce surfingowej i ślizgiem przejechała daleeeko.
– Jupi! Wygrałam!
– A teraz ja! Re, re! – krzyknął Kumak Górski.
Przez dłuższy czas przyjaciele na zmianę ślizgali się po łące, a deszcz wcale im nie przeszkadzał. Wreszcie, po południu, wrócili do domu – przemoknięci, ale szczęśliwi.
Kolejnego dnia wciąż mocno padało. O poranku Jasia obudził tętent raciczek. To stado sarenek przybiegło na zalesiony stok, aby skryć się przed deszczem. Schowały się w młodnikach, czyli młodych, niskich drzewach, które były posadzone dziesięć lat temu. Blisko siebie, w lesie, było im cieplej niż na mokrej łące.
– Ooo! Serwus, sarenki! – krzyknął Jeleń. – Witam w naszych skromnych progach. Widzę, że spodobała się Wam nasza część lasu.
– Zzz… zgadza się, bardzo lubimy… zzz… takie gęste młodniki – zgodnie odpowiedziały zziębnięte sarenki.
– Ale szczękacie zębami! Chyba jest Wam zimno, co? Może chcecie rozgrzać się i wziąć udział w zawodach w ślizganiu po łące?
– Po łące? – niepewnie spytała jedna z nich.
– Tak, po łące, tej w dolinie rzeki – przytaknął Jaś, wskazując miejsce z niezalesionym stokiem.
– Ależ my właśnie stamtąd uciekłyśmy! W nocy zeszło tam osuwisko. Woda podmywała ziemię, aż wreszcie gleba się osunęła, a kamienie i zwalone drzewa runęły na dno doliny. Błoto przysypało koryto rzeki… – opowiadała jedna z nich.
– Deszcz wciąż pada, a deszczówka nie ma jak spłynąć w dół doliny. Cała woda gromadzi się na naszej łące. Mamy lokalną powódź… – dopowiedziała druga.
– Powódź? – spytała sówka, która obudziła się chwilę wcześniej.
– Tak, lokalną powódź. Przybiegłyśmy tutaj, aby schronić się przed wodą i trochę wyschnąć. Podobnie jak lisy i zające…
Sowa i Kumak szybko wskoczyli na grzbiet Jelenia Jasia i wszyscy ruszyli w stronę szczytu. Krajobraz u podnóża góry wyglądał dokładnie tak, jak opisały go sarenki. Woda piętrzyła się, a zwierzęta, które tam mieszkały – np. w jamach przy potoku lub na łące – uciekały w wyższe partie gór.

– Musimy im jakoś pomóc! – stanowczo zawołała Pola. – Przecież nie możemy tak zostawić saren, lisów i zajęcy!
– Hm, ale co my możemy zrobić? – zmartwił się Kumak Górski. – Przecież nie zatrzymamy deszczu…
– Mam pomysł! – krzyknęła sówka. – Trzeba oczyścić koryto potoku, a wtedy wszystko wróci do normy!
– Dobry pomysł, ale sami nie damy rady – zmartwił się Jeleń. – W korycie na pewno znajduje się dużo kamieni i zniszczone drzewa. Sam nie dam rady ich przenieść, a tym bardziej żadne z Was nie udźwignie takiego ciężaru…
– Hu, hu! To wezwijmy na pomoc Waszych przyjaciół! – zahukała sówka. – Przecież macie ich w całej dolinie, a wspólnie damy radę zrobić znacznie więcej!
– Masz rację! – przyznał Jaś. – Ja wezmę Kajtka na grzbiet i pobiegnę do rodziny borsuków. Żyją w trochę niższych partiach gór, ale może zgodzą się przyjść nam z pomocą. Borsuki dobrze czują się w wodzie, więc poradzą sobie z kopaniem w błocie. Ty odszukaj gawrę Niedźwiedzia Brunatnego Nikodema i spróbuj go przekonać, aby nam pomógł. Nie będzie łatwo, ale postaraj się.
Nikogo nie trzeba było prosić dwa razy. Po niespełna godzinie Jeleń i Kumak Górski wrócili z gromadką dorosłych borsuków. Do odkopywania koryta udało im się namówić też dwa jelenie i parę lisów, których nora została w nocy zalana. Wszystkim zależało, aby woda jak najszybciej spłynęła z doliny.
Tymczasem po długich poszukiwaniach sowa znalazła wreszcie Niedźwiedzia Brunatnego.
– Hu, hu, hu! Wreszcie Cię widzę! – Zahuczała na widok Niedźwiedzia wylegującego się w swojej gawrze. – Jak dobrze, że jesteś! – Dodała, zbliżając się do kryjówki olbrzyma.
– Ja? – niepewnie spytał Niedźwiedź i zadarł głowę. – Ktoś mnie szuka? Sooowa? – dodał, jeszcze bardziej zdziwiony.
– Niedźwiedziu, potrzebujemy Twojej pomocy. Musimy udrożnić koryto górskiego potoku. W nocy zeszło osuwisko i odcięło odpływ wody. Część doliny została zalana, co doprowadziło do powodzi. Zwierzęta muszą stamtąd uciekać – sówka w skrócie zrelacjonowała Niedźwiedziowi ostatnie wydarzenia. Kiedy skończyła, brunatny olbrzym popatrzył na nią z niechęcią.
– Ja mam pomóc? Ja? A niby dlaczego miałbym to zrobić? Mnie jest tu dobrze i ciepło, a deszcz mi w ogóle nie przeszkadza. Do tej doliny i tak nie chodziłem… – powiedział.
Nie zwrócił uwagi na zdenerwowanie sowy, ziewnął i machnął łapą, aby ją przegonić. Sówka jednak nie dawała za wygraną.
– Niedźwiedziu! Jak nam nie pomożesz, to za chwilę woda znajdzie inne ujście i zacznie spływać w stronę Twojej gawry! – krzyknęła. – Nie będzie tu ani dobrze, ani ciepło. Nie dość, że zaleje Twój dom, to jeszcze zatopi krzaki jagód, które tak lubisz! Lepiej rusz się i biegnij za mną, jeszcze nie jest za późno! – stanowczo przekonywała go Pola.
Co to, to nie. Jego ulubiony przysmak miałby zostać zalany? Nie, na to on – Niedźwiedź Nikodem – nie mógł pozwolić.
Po kilku minutach sówka i jej ogromny towarzysz przybyli na miejsce. Zwierzęta na widok niedźwiedzia rozstąpiły się na chwilę. Ten jednak ryknął przyjaźnie i kazał wszystkim pracować dalej. Sam przerzucał największe kamienie zniesione przez lawinę błotną, Jeleń przesuwał kłody, a borsuki i lisy odkopywały ziemię. Wszyscy ciężko pracowali – tyle, ile mieli sił w łapach.
Pod wieczór deszcz wreszcie przestał padać i pracowało się trochę łatwiej. Kiedy zator już prawie udało się usunąć, Niedźwiedź zebrał wszystkich.
– Teraz odsuńcie się trochę – ryknął głośno. – Została nam już ostatnia kłoda, ale Jeleń sam sobie z nią nie poradzi. Jak ją przepchniemy, koryto potoku udrożni się, ale powstanie rwący nurt. Uważajcie, żeby nikogo z Was nie porwała woda!
– 3, 2, 1… Poszło! – Niedźwiedź Nikodem odsunął kłodę, a wszyscy patrzyli z radością, jak woda wreszcie zaczyna spływać z doliny.
– O nie! – nagle zawołał Jeleń. – Nurt porwał małego zająca!
– Ratunku! – wołał szarak . – Ratunku, nurt jest za silny!
Jelenie i Borsuki też dostrzegły zwierzaka, ale bały się podejść, by woda ich również nie porwała. Na szczęście z pomocą przyszedł Niedźwiedź.
– Chodź tu, mały! – ryknął i jednym ruchem wydobył zajączka z wody.
– Uff… – odetchnęli wszyscy. Niewiele brakowało, a doszłoby do nieszczęścia…
– No dobra, pracusie, chodźmy na stok. Tam będzie bezpieczniej! Nie chcę tu stać i ratować Was wszystkich po kolei! – ryknął Nikodem.

Zwierzaki posłuchały Niedźwiedzia i usiadły na zboczu w pobliżu potoku. Były zmęczone, ale szczęśliwe.
– Na dzisiaj skończyliśmy – potwierdził Jeleń. – Musimy jednak coś wymyślić, aby nie dopuścić do takich powodzi w przyszłości.
– Dopóki stok jest odkryty, ciężko będzie temu zapobiec – stwierdził Niedźwiedź. – Podczas następnej ulewy spływająca ze stoku woda znowu zacznie zalewać łąki. Jak przyjdzie nawałnica, podmyje glebę i spowoduje lawinę błotną. Takie powodzie jak ta będą się powtarzały…
– To nic nie da się na to poradzić? – spytała zmartwiona sowa.
– Da się! Musimy uprzątnąć zwalone drzewa i na ich miejsce zasadzić nowe. Buki, jawory i jodły zwiążą korzeniami glebę i nie dopuszczą do kolejnej powodzi ani podtopień.
– Ojej, ale uprzątnięcie stoku i zasadzenie drzew wymaga tak dużo pracy! – zawołał Kumak Górski.
– Jak mówi stare niedźwiedzie przysłowie „Buki, jodły i dębinę sadź, co roku na czas; Bo przed powodzią i suszą ochroni Cię tylko las” – z przekonaniem dodał Niedźwiedź.
Bajka przygotowana dla Żywiec Zdrój S.A. w konsultacji z PGL Lasy Państwowe.
Powiązane
Treści i materiały TupTupTup są bezpłatne i dostępne dla każdego - dziękujemy, że z nich korzystasz.
Jeśli doceniasz naszą działalność, możesz wesprzeć TupTupTup darowizną lub 1,5% podatku. Wystarczy, że wpiszesz w swoim zeznaniu podatkowym KRS 0000270261 dodając cel szczegółowy: Fundacja To Proste 18808.

