Bajki, Woda

W poszukiwaniu wody

Myszka ze zdziwieniem patrzy na dołek w ziemi

Promienie porannego słońca ogrzewały stok pagórka, na którym znajdowało się wielkie pole kukurydzy. Rośliny rosnące w równych rządkach delikatnie poruszały się na wietrzyku. Pole należało do myszki Terki mieszkającej w norce wykopanej w piasku u podnóża pagórka. Gdy tylko promienie słońca zajrzały do norki i przemknęły po futerku Terki, myszka obudziła się, przeciągnęła i natychmiast wyjrzała na zewnątrz.

– No tak, na niebie nie ma żadnej chmury, dziś pewnie znów będzie niemiłosierny skwar – zmarszczyła brwi.

– Jeśli dłużej nie będzie deszczu, to nici ze zbiorów. Wystarczyłby nawet krótki kapuśniaczek, by nawodnić moje pole. Mimo że dzień był piękny, a Terkę mieli odwiedzić jej przyjaciele – Tola, Pola i Urwis – myszka była bardzo smutna. Wprawdzie z zeszłorocznych zbiorów odłożyła sobie kilka nasion słonecznika na czarną godzinę, ale tego dnia nie zjadła śniadania. Zamiast tego chwyciła konewkę i ruszyła w kierunku strumyka.

– Skoro mowa o deszczu… kiedy to ostatnio padało? – zastanawiała się po drodze. Nie mogła sobie jednak przypomnieć.

– Prawdopodobnie bardzo dawno temu.

Gdy Terka dotarła do strumienia, między usychającymi liśćmi dostrzegła jedynie wąski pasek mętnej wody.

– Nie wygląda to dobrze, w strumieniu jest coraz mniej wody. Jak tak dalej pójdzie, nie będę miała czym podlewać mojej kukurydzy – mruknęła do siebie Terka, niepokojąc się coraz bardziej. Myszka nabrała wody do konewki i wróciła na pole. Najpierw podlała najmniejsze rośliny, a glina polana wodą zaskwierczała cicho. Na szczęście liście kukurydzy zaczęły odzyskiwać sprężystość i kolor. Terka wróciła do strumienia, czując, że promienie słońca stają się coraz bardziej gorące. Przed wieczorem strużka strumienia tak się skurczyła, że myszka nie mogła już nabrać więcej wody. Pracując ciężko od rana, Terka nie miała czasu myśleć o przyjaciołach, Toli, Poli i Urwisie. Wracając do domu, spostrzegła, że właśnie dotarli pod jej norkę.

– Cześć Terko! – Tola krzyknęła z daleka. – Witaj kochana Terko! Jak długo się nie widzieliśmy! – zawtórowali jej Urwis i Pola. Myszka pomachała do nich radośnie. Jak dobrze było zobaczyć starych przyjaciół po tak pracowitym dniu! Filiżanka herbaty i długie rozmowy z bliskimi zawsze potrafią rozweselić.

Następnego ranka słońce znów obudziło Terkę, która wyjrzała ze swojej norki i zastanawiała się, co przygotować przyjaciołom na śniadanie. To, co zobaczyła przed norką, bardzo ją zaskoczyło. Z początku nie mogła uwierzyć własnym oczom – ktoś wykopał ogromne dołki na skraju jej pola!

– Urwis, czy to ty wykopałeś te dołki w mojej kukurydzy? – spytała Terka Urwisa siedzącego niedaleko przy granicy jej poletka.

– Ja? Skąd! Myślałem, że to ty je wykopałaś.

– Urwis był szczerze zdziwiony pytaniem Terki. Myszka podbiegła bliżej pola, by dokładnie przyjrzeć się zniszczeniom. Jedna, dwie, trzy… dziesięć dziur wielkich jak kratery wulkanów!

– Nie dość, że moja kukurydza wysycha, to jeszcze ktoś postanowił zupełnie ją zniszczyć! Te dziury uszkodzą korzenie kukurydzy i teraz już na pewno cała uschnie! – Myszka była bardzo zła.

Nagle nieopodal dostrzegła kosa, który próbował znaleźć choć ziarenko pożywienia w wysuszonej na wiór ziemi.

– Hej, kosie! – zawołała.

– Nie widziałeś, kto wykopał te dziury w moim polu? Kos przerwał na chwilę poszukiwania i podniósł głowę. – Nie, nie widziałem. Mam swoje własne zmartwienia – zaskrzeczał jedynie, po czym wrócił do dziobania w ziemi. Terka nie dała jednak za wygraną.

– Nikt nie ma prawa tak postępować! Sama zakopię te dziury i będę pilnować mojego pola przez cały dzień! –Pola, Tola i Urwis, widząc co się dzieje, szybko podbiegli do Terki, chcąc jej pomóc. Wspólnie przekopywali i usypywali ziemię, dopóki nie zasypali wszystkich dziur. Po męczącym upalnym dniu spędzonym na polu, wszyscy wcześnie poszli na zasłużony odpoczynek i szybko zapadli w głęboki sen.

przerażony kot patrzy w szkło powiększające, w którym widać ślimaka-olbrzyma

Następnego dnia Terka z samego rana wyjrzała z norki. Niestety i tym razem jej pole pokryte było licznymi dołkami. Ba! Było ich nawet więcej niż poprzedniego dnia! Jedna z dziur była tak wielka, że nawet Tola nie byłaby w stanie jej przeskoczyć.

– Urwis, Tola! Nie słyszeliście w nocy żadnych hałasów? – spytała rozzłoszczona Terka.

– Co takiego? – spytał Urwis, który jeszcze nie widział pobojowiska na polu Terki.

– Nie… dlaczego pytasz? Znów coś się stało?

– Sami zobaczcie! – odparła zrezygnowana myszka. Przyjaciele podeszli do Terki i pobledli. Rzeczywiście, naliczyli więcej dołków niż poprzedniego dnia.

– Dlaczego ktoś to robi? – spytała zaskoczona Tola. – Jeśli to miał być żart, wcale nie jest śmieszny – przyznała Pola. Gdy przyjaciele otrząsnęli się z szoku, Pola postanowiła zawołać małego pluskwiaka, który spijał sok z ogromnego skrzypu polnego.

– Przepraszamy, panie pluskwiaku! – krzyknęła.

– Ktoś zniszczył pole naszej przyjaciółki, Terki! Czy widział pan albo słyszał tu kogoś? Tych łobuzów musi być więcej, nikt nie dałby rady sam wykopać tylu dołków! – Pluskwiak pokręcił głową.

– Nie, nie, nie powiem… obiecałem, że nie powiem… więcej mnie o nic nie pytajcie! – mruknął.

Zanim przyjaciele zdołali cokolwiek odpowiedzieć, już go nie było. Tym razem minęło dużo czasu, zanim Terka z powrotem się rozchmurzyła, w końcu jednak podskoczyła i powiedziała do siebie: – Nie przechytrzą mnie! Ja im jeszcze pokażę! Zaczęła węszyć wokół wykopanych dołów czułym mysim noskiem. Po chwili zauważyła, że od dołków biegną dziwne, małe rowki. Co jeszcze dziwniejsze, wszystkie te rowki prowadziły do ogrodu jej sąsiada! Terka nigdy u niego nie była, bo – mówiąc szczerze – trochę się bała. Ogród wyglądał na dziki, był okropnie zapuszczony. I w dodatku jeszcze te hałasy, które stamtąd dochodziły! Zawsze, gdy Terka słyszała bzyczenie owadów i dziwne świergoty, wolała trzymać się własnego czystego poletka.

– Mam pomysł – oznajmił Urwis. – Może schowamy się za tymi krzakami i kamieniami? Poczekamy do nocy i sprawdzimy, kto wykopuje te dziury! Co o tym myślicie?

Przyjaciele zgodzili się na pomysł psiaka. To był świetny plan. Niestety, tej nocy nie wydarzyło się nic dziwnego. Terka, Pola, Tola i Urwis musieli parokrotnie truchtać w kółko, skakać i szczypać się w łapki, by nie zasnąć. Niestety, nad ranem sen w końcu ich zmógł. Nagle głośne uderzenie jako pierwszą obudziło Tolę!

– Aaaaa! – rozległo się z jednej z dziur. Tola, nie czekając na przyjaciół, pobiegła w stronę źródła dźwięku.

– Aaaaa! – tym razem krzyknęła kotka. W szarej mgle poranka coś wielkiego wychyliło się z dziury w ziemi. Stworzenie miało jedną wielką stopę i ogromne oczy osadzone na czułkach. Było tak ogromne jak sama Tola!

– Urwis! Pola! Terka! Pomocy! To potwór! Ogromny potwór! – kotka krzyczała, co sił w płucach.

– Gdzie? Gdzie jest potwór? – spytał potwór i zaczął rozglądać się dookoła.

– Jak to gdzie? Przecież to ty jesteś potworem! – wyjąkała przerażona Tola. Stwór wyciągnął przed siebie lusterko, przyjrzał się sobie i przemówił.

– Cóż, wiele można o mnie powiedzieć, ale czy także to, że jestem potworem? Och, zapomniałem… wiem, czemu tak głośno krzyczałaś! Myślisz pewnie, że jestem ogromny, ale tak naprawdę to tylko sztuczka. – Potwór zaczął się śmiać. – Lepiej spójrz pod nogi, tu, do dziury…

Tola, a za nią reszta przyjaciół, którzy przed chwilą wyskoczyli z kryjówki, spojrzeli tam, gdzie kazał im stwór. Od razu spostrzegli drewnianą deskę na kółkach i ustawiony na niej stojak z dużym szkłem powiększającym. Na stojaku stał nie kto inny jaka… ślimak! Ślimak imieniem Tyk.

Na pierwszy rzut oka widać było, że Tyk jest bardzo pracowitym ślimakiem, który zabierał ze sobą wszystkie rzeczy potrzebne mu do pracy. Na każdym czułku nosił dziwne okulary. Do muszli miał przyczepione wiertło i młotek.

– Naprawdę się mnie przestraszyłaś? – Ślimak wciąż się uśmiechał.

– Przepraszam. Zbudowałem ten wózek ze szkłem powiększającym, by nikt na mnie nie nadepnął. Dzięki temu wynalazkowi wyglądam na ogromnego pięknego ślimaka! – pochwalił się, po czym poprawił muszkę zawiązaną nad ogrodniczkami.

– Tyku, czy to ty robisz dziury w moim ogrodzie? – spytała ze złością Terka.

– Jak ci nie wstyd? Przez ciebie cała moja kukurydza uschnie! A poza tym spulchnianie ziemi to praca myszy i nornic!

– Tak, to byłem ja – oznajmił Tyk. – I muszę przyznać, że też wiem co nieco na temat kopania i spulchniania ziemi, mimo że nie mam takich łapek jak ty – dodał z dumą, po czym wskazał na coś, co znajdowało się obok niego. Dopiero teraz Terka dostrzegła przedmiot, który wyglądał jak żelazna ręka. Z pewnością był to kolejny wynalazek Tyka. Obok zaś stały wózki wypełnione sadzonkami krzewów i drzewek. Złość Terki przybrała na sile.

– Czyli chcesz tu posadzić drzewa? Nie wiesz, że ich korzenie wypiją całą wodę i nic nie zostanie dla mojej kukurydzy?!

– Ależ Terinko, kochana! Nie bądź zła! Ja tylko próbuję ci pomóc, nie chcę ci zaszkodzić! – wykrzyknął Tyk. – Wiem, że jak każda polna mysz uwielbiasz ziarna i jesteś bardzo dumna ze swoich upraw. Ale spójrz na to z innej perspektywy. Twoje pole wysycha, a gdy pada na nie deszcz, cała woda spływa w dół wzgórza. Woda nie wsiąka w spieczoną słońcem glinę i spływa między rzędami kukurydzy – jak w wodnej zjeżdżalni. Na polu nie zostaje ani kropla. W jaki sposób nawodnisz kukurydzę? Wkrótce stanie się żółta i zwiędnie.

– Zatem czemu chcesz posadzić tu drzewa? Wiesz, ile wody one potrzebują? Wypiją z ziemi wszystko, co w niej zostało. A kiedy spadnie deszcz, też zagarną go dla siebie!

Sowa, pies, kot, ślimak i myszka stoją za wzgórzu i wpatrują się w horyzont

– Odwrotnie! Drzewa zatrzymają wodę w glebie! Pokażę ci… ale proszę, wyciągnijcie mnie najpierw z tej dziury – poprosił Tyk.

Gdy Pola, Tola i Urwis wyciągnęli Tyka i jego sprzęt z dziury, ślimak zrobił miejsce w jednym ze swoich wózków i zaprosił do niego Terkę. Po chwili wahania myszka wskoczyła na wózek i pozwoliła ślimakowi zawieźć się pod najbliższe drzewo rosnące niedaleko jego ogrodu. Tyk zaczął kopać ziemię pod drzewem. Po chwili poprosił, by Terka podeszła bliżej.

– Ziemia jest trochę wilgotna… ale jak to możliwe? – Terka była zaskoczona, gdy wyciągnęła łapkę i dotknęła ziemi pod drzewem.

Drzewa potrafią zatrzymywać wodę pochodzącą z powietrza – wyjaśnił Tyk. – Korzenie pochłaniają wodę, gdy pada. Najmniejsze z nich tworzą maleńkie tunele głęboko w ziemi. Woda przesiąka do nich i tam pozostaje. Gdy jest sucho, drzewa mogą czerpać wilgoć z tych awaryjnych zasobów.

Tola, Pola i Urwis musieli przyznać Tykowi rację. Słyszeli o pozytywnym wpływie drzew, zanim jeszcze odwiedzili Terkę.

– Ale to nie wszystko, drzewa potrafią o wiele więcej. Pokażę ci. – Zachęcił Tyk. Razem z Terką wjechali do ogrodu ślimaka. Na miejscu myszka wyskoczyła z wózka, wzięła głęboki wdech i rozejrzała się z ciekawością. Ogród pełny był drzew i krzewów obrośniętych pnącymi roślinami. Terka dostrzegła grządki z dyniami, ziemniaki, ogórki, kukurydzę, buraki, groszek, a także truskawki i zioła rosnące między chwastami. Od bzyczenia i buczenia setek owadów w ogrodzie, Terce aż zakręciło się w głowie. Pośrodku stał piękny drewniany dom z zielonym dachem. Była to pracownia Tyka.

– Jakim cudem mogę tu swobodnie oddychać i nie czuć skwaru w powietrzu? – spytała z ciekawością Terka.

– To dzięki drzewom i innym roślinom – wyjaśnił Tyk. – Dają chłód i cień. Oraz to.

I Tyk poprowadził Terkę jeszcze dalej w głąb ogrodu. Znajdowała się tam niewielka sadzawka.

– Wow! Woda jest tu dosłownie wszędzie! – Cóż, my, ślimaki potrzebujemy chłodu, by nie wyschnąć – przyznał Tyk.

– A skoro w mojej sadzawce jest tak dużo wody, może i z nowej pojawi się jej wystarczająco do podlania Twojego poletka – powiedział Tyk.

Uśmiechnięty ślimak Tyk

Terka była zaskoczona. Dopiero teraz zorientowała się, że Tyk ‚ wykopał dziury nie tylko do posadzenia drzew. W części pola kukurydzy, które znajdowało się najbliżej jej ogrodu, dziura była tak duża, że mogłaby pomieścić podobną sadzawkę. Tyk zrobił to, by pole Terki nie wyschło…

Gdy tylko ślimak zorientował się, o czym myśli Terka, zarumienił się. A to nie lada rzecz dla ślimaka!

– Cóż, pomyślałem, że… – zaczął wyjaśniać – Że powinienem zrobić coś przydatnego nie tylko dla mojego ogrodu, ale i dla twojego pola. No wiesz… – nagle Tyk zaniemówił i schował się do swojej muszli.

Terka rozejrzała się po ogrodzie, chłonąc wzrokiem wszystkie rośliny i myśląc o ich korzeniach. W końcu spojrzała na Tyka. – Tyk, nie chowaj się przede mną! Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, po prostu trzeba było powiedzieć mi o tym wcześniej! – powiedziała.

Tyk niepewnie wychylił głowę ze swojej muszli.

– Czyli mogę dalej sadzić drzewa na twoim polu? – spytał.

– Oczywiście! Pomogę ci. I jestem pewna, że moi przyjaciele też wezmą w tym udział. Tyk postanowił całkiem wyjść z muszli. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W końcu Terka go posłuchała! Opowiedział jej o sadzawkach, mokradłach i ścieżkach ułożonych z pokruszonej kory. Zasugerował nawet zmianę jednego wielkiego pola kukurydzy na kilka mniejszych pól z różnymi warzywami – kukurydzą, ziemniakami i burakami. Poradził również, by myszka między małymi poletkami posadziła krzewy lub zasiała trawę, dzięki czemu będzie mogła ocalić swoje pole przed wyschnięciem. Tyk miał tyle pomysłów! A Tola, Pola i Urwis? Byli zachwyceni, że zyskali nie tylko nowego przyjaciela, który postanowił pomóc Terce w jej zmaganiach z suszą, ale także, że dowiedzieli się tylu pożytecznych rzeczy…

Bajka powstała w ramach projektu Kids for Eco-Action, finansowanego przez Fundusz Wyszehradzki. Partnerami projektu są Instytut Ekologii Stosowanej “Daphne” (Słowacja) oraz Lipka (Czechy).

Powiązane

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.