Bajki, Zdrowie

Obronna tarcza, czyli o zdrowiu i przygodach w tropikalnym lesie

Sowa i kotka stoją przy łóżku, w którym leży Urwis

Słońce świeciło przepięknie, na niebie nie było ani jednej chmurki. Zapowiadał się naprawdę wspaniały dzień, taki w sam raz na radość, zabawę i towarzyskie spotkania. Niestety, nie wszyscy mogli się nim cieszyć…

– Ojojoj, znowu się zaczyna… nie wytrzymam – jęknął Urwis podrywając się z maty i biegnąc na zewnątrz chatki w ustronne miejsce.

Od dwóch dni biedny Psiak miał biegunkę. Bardzo bolał go brzuch. Urwis nie mógł pić ani jeść. Cokolwiek zjadł, od razu z niego uciekało. Nie, biegunka to nic miłego.

– Biedny Urwisku – zamiauczała Tola – przecież mówiłam ci, żebyś przegotował wodę, a nie pił od razu ze studni. W takiej studni są bakterie. To nie to samo, co woda z kranu w dużym mieście. Tu nie wolno pić ot tak, ze strumienia czy nawet ze studni.

Dwa dni wcześniej Urwis, Tola i Pola przyjechali do Indonezji – pięknego, wyspiarskiego państwa, które jest domem dla orangutanów, słoni, tygrysów i nosorożców. Przyjaciele zostali zaproszeni na uroczystość z okazji narodzin córeczki ich koleżanki.
Przyjście dziecka na świat to wielkie święto dla rodziny i całej wioski. Wszyscy spotkali się na przyjęciu, pili herbatę o niebiańskim smaku mango i goździków, i jedli smakołyki: ryż z cynamonem, owoce w sosie chilli, świeże kokosy. Na przyjęciu była też woda, której Urwisowi niestety nie chciało się przegotować.

– Z Urwisem jest coraz gorzej – ze smutkiem przyznała Langurzyca Sari. – Trzeba wezwać doktora albo samemu przynieść leki. Biegunka może być przecież bardzo niebezpieczna. Jeśli Urwis się odwodni, może nawet umrzeć!

– O nie… – przeraziła się Tola. – Musimy natychmiast zadzwonić po lekarza! – dodała stanowczo.

– Tolusiu, telefon tu nie ma zasięgu. Mieszkamy w środku lasu. Żeby wezwać lekarza, trzeba po niego pójść. Szybko, nie mamy chwili do stracenia!

Pola i Sari idą przez las

I Sari natychmiast wyjęła z drewnianej skrzyni plecak. Włożyła do niego termos z herbatą, butelkę wody, ryż zawinięty w liść, trochę gotowanych warzyw oraz nóż i z tak przygotowanym ekwipunkiem stanęła przy drzwiach.

– Ale przecież miałyśmy pójść po doktora. Ty się wybierasz na jakąś daleką wyprawę?  – spytała niepewnie Tola.

Najbliższy lekarz mieszka w wiosce oddalonej o dzień drogi stąd. Jeśli się pospieszymy, dotrzemy tam dziś wieczorem. Jutro z samego rana wyruszymy z powrotem – wyjaśniła Sari zakładając plecak.

Przyjaciółki popatrzyły na siebie z przestrachem. To znaczy, że Urwis będzie bez leków przez kolejne dwa dni! Bały się o zdrowie przyjaciela, więc Tola postanowiła zostać z Urwisem. W każdej chwili mógł potrzebować pomocy, no a poza tym przyjaciółki pomyślały, że mając towarzystwo będzie czuł się raźniej. Tola miała za zadanie często podawać mu wodę do picia, zaś Pola wyruszyła w drogę z Sari. Wszystkie miały nadzieję, że Piesek poczuje się lepiej, ale wiedziały, że pomoc lekarza jest niezbędna.

Las, przez który szły Pola i Sari był przepiękny. Lasy sumatrzańskie są niezwykłe i wyglądają dokładnie tak, jak w baśniach. Ogromne drzewa, liany zwieszające się z gałęzi i liście wielkości całej Poli robiły wrażenie. W dodatku ta dżungla tętniła życiem!

– Cyk, cyk, cyk,
niech się budzi każdy smyk! – cykały cykady.

– Szur, szur, szur,
to autostrada,
każda mrówka na nią wpada.
Szur, szur, szur,
jesteśmy jak sznur,
kto na nas wpadnie, z tym pójdziemy w bój! – recytowały olbrzymie mrówki idące jedna za drugą.

– Kum, kum, kum,
jestem latająca żaba,
mieszkam na drzewie,
nikt tu na mnie nie wpada!

– Ojej, ile zwierząt ma tutaj swój dom! Ta dżungla po prostu piszczy, syczy i dudni! A te doły w ziemi – to od czego? – spytała z zaciekawieniem Pola, wskakując pazurkami w wielkie zagłębienie.

– Ach, to ślady sumatrzańskich słoni.

doktor orangutan pakuje walizkę

Tuż przed zmrokiem przyjaciółki dotarły do wioski lekarza. Na szczęście w bambusowej chatce Doktora Orangutana było widać światło, więc miały nadzieję, że lekarz jest w domu. Zapukały do bambusowych drzwi.

Selmat malam [dobry wieczór], a któż to puka o takiej porze? – usłyszały uprzejmy głos Doktora, który natychmiast pojawił się w drzwiach.

Selmat malam – odpowiedziała Sari – Kami butuh banatuanmu! [potrzebujemy pana pomocy]. Nasz przyjaciel zachorował. Od kilku dni ma biegunkę i bardzo osłabł.

Przyjaciółki dokładnie opowiedziały Doktorowi Orangutanowi, skąd i po co przyszły do jego wioski. Gdy lekarz dowiedział się, że minął już trzeci dzień biegunki, zdecydował że jeszcze przed świtem wyruszą do Urwisa. Usłyszawszy też od Małpki Sari, że w wiosce mieszka jej małe dziecko postanowił także, że poza lekami na biegunkę dla Urwisa weźmie również szczepionki na polio i odrę.

Było jeszcze ciemno gdy Pola, Sari i Doktor Orangutan wyruszyli w drogę powrotną. Trasa była trudniejsza, gdyż wiodła pod górę. Szli szybko, przedzierając się przez dżunglę. Przeskakiwali obok węży, mijali trasy mrówek, przecinali wielkie liście – aby tylko zdążyć z lekami na czas. Po kilku godzinach wyczerpującego marszu usiedli na kamieniach blisko potoku. Chcieli przez chwilę odpocząć i coś zjeść. Zdjęli więc z pleców ciężkie plecaki i odeszli nieco od strumienia, żeby znaleźć roślinę z dużymi liśćmi, które mogłyby im posłużyć jako talerze. Właśnie wtedy do potoku podeszły dwa małe, sumatrzańskie słoniątka.

słoniątka bawią się torbą lekarza

– Ojej! Patrz, jaka śliczna, kolorowa paczuszka! Pobawmy się! Uwaga, rzucam! Łap! – I Słoniczka podrzuciła plecak Doktora Orangutana w kierunku brata. –  Ha, ha! Ale super! Znaleźliśmy skarb w środku puszczy! Skąd się tutaj wziął? Pewnie spłynął rzeką.

Uradowane zabawką obydwa Słoniki podrzucały plecak jak piłkę, do góry i na boki.

– Hej, hop! Uwaga! A spróbuj złapać teraz! – zawołała Słoniczka i rzuciła plecak tak daleko, że jej brat nie zdołał go schwytać.

Bam!!!

Plecak spadł na kamienie i otworzył się, a ze środka wypadły małe, szklane pojemniczki. W tym samym czasie rozległ się okrzyk.

– Nieee!! Co wy robicie?! Zostawcie! – zawołał Doktor Orangutan, który właśnie wrócił do strumienia. Jednym susem znalazł się przy apteczce – O nie, wszystko na marne! Szczepionki wypadły!

Doktor Orangutan zaczął zbierać rozsypaną zawartość plecaka i pospiesznie chować ją do środka. Po jego minie wyraźnie było widać, że jest zrozpaczony.

– Ojej… przepraszamy pana! – wyszeptały zawstydzone Słoniątka – nie wiedzieliśmy, że to jest coś ważnego. Nie widzieliśmy tu nikogo. Myśleliśmy, że to zabawka, która spłynęła z góry rzeki.

– Ach! Co ja teraz zrobię!? Co ja zrobię?! – powtarzał Doktor Orangutan łapiąc się za głowę i kręcąc dookoła własnej osi. – Czy wiecie, co to jest? – zapytał rodzeństwo, wskazując na szklany pojemniczek.

– No … jakaś mała buteleczka … – wyjąkały Słoniątka.

– Buteleczka, ale nie byle jaka. To jest ampułka. Ampułka ze szczepionką, czyli specjalnym lekarstwem, które miało uchronić córeczkę Sari i jej kuzynów przed bardzo niebezpiecznymi chorobami. Teraz mogę ją tylko wyrzucić.

– Ale dlaczego? Przecież ampułka nie pękła. Szczepionka nadal jest w środku – zauważyło niepewnie Słoniątko.

– Ach, kochani! Szczepionki trzeba przechowywać w niskiej temperaturze. Inaczej się psują i tracą swoją moc. Plecak, którym się bawiliście, to specjalna termiczna torba. Przez całą noc trzymałem ją w lodówce. Dzięki temu, chociaż na zewnątrz jest upał, wewnątrz była niska temperatura i szczepionki były bezpieczne. Teraz ampułki wypadły na zewnątrz i ogrzały się. Trzeba je zużyć w ciągu dwóch godzin, potem nie mogę już nimi nikogo zaszczepić. A w tak krótkim czasie nie dotrzemy do wioski – wyjaśnił im zasmucony Doktor Orangutan.

Słoniątka popatrzyły na siebie. Choć nie zrobiły tego specjalnie, było im przykro, że jakieś dzieci nie będą chronione przed chorobami.

orangutan stawia kroplówkę Urwisowi

– Doktorze Orangutanie! To prawda, sami nie dotrzecie do wioski Sari w dwie godziny. Ale od czego jesteśmy my? Biegnijcie za nami, przetorujemy najkrótszą drogę! Zrobimy wszystko, aby dotrzeć na czas!

I już po chwili Pola, Sari i Pan Orangutan pędzili do domu. Słoniątka biegły przez potoki, gęste rośliny i nierówny teren. Nie zatrzymały się nawet na chwilę. Dzięki temu szybko znaleźli się na miejscu. Gdy stanęli przed chatą, Pan Orangutan zeskoczył ze Słoniątka i pobiegł do Urwisa. Piesek był już bardzo osłabiony. Z trudem otwierał oczy.

– Nie martw się Urwisie, kroplówka na pewno postawi cię na nogi – Doktor Orangutan szybko zajął się pacjentem.  – Dobrze, że po mnie przyszłyście – zwrócił się Doktor do drużyny ratowniczek. – Biegunka jest najczęstszym powodem śmierci dzieci. Gdy dziecko nie myje rąk przed jedzeniem i po wyjściu z toalety, gdy pije brudną, zanieczyszczoną wodę – biegunka pojawia się bardzo szybko. Łatwiej ją dostać niż wyleczyć.

Gdy sytuacja z Urwisem była już opanowana, Doktor Orangutan poprosił Sari, aby przyprowadziła swoją roczną córeczkę.

– To właśnie jest Mila – powiedziała Sari, wskazując nieco zawstydzoną małpkę, chowającą się za nogą mamy.

– Miło cię poznać, Milu! A ja jestem Doktorem Orangutanem i chciałbym cię dziś zaszczepić na polio i odrę – zwrócił się do dziewczynki lekarz – Polio i odra to bardzo niebezpieczne choroby. Dzięki szczepieniom w wielu krajach na świecie już nie występują. Ale u nas, w Indonezji, co roku setki dzieci choruje i czasem niestety wiele z nich umiera, właśnie z ich powodu. Na szczęście mam ze sobą szczepionki. Zobacz, tak wygląda strzykawka, tu jest igła, którą cię ukłuję. Wiem, że to może być nieprzyjemne i może też troszkę zaboleć. Ale ukłucie będzie trwało bardzo krótko, a dzięki niemu – i dzięki szczepionce –  zdobędziesz odporność na całe życie. Twój organizm wytworzy specjalną obronną tarczę. Jeśli kiedyś bakteria polio czy odry będzie chciała cię zaatakować, właśnie ta tarcza ją powstrzyma.

tata odciąga Milę od doktora, mama Sari ma przestrach w oczach, w tym momencie wchodzi babcia

Mila nie była pewna, co odpowiedzieć, ale jej mama Sari pokiwała uspokajająco głową. Doktor Orangutan zaczął wyjmować szczepionki z torby. Zerknął na zegarek i szepnął, że zostało bardzo mało czasu. Kiedy już-już miał wykonać szczepienie, do bambusowego domu wpadł tata Mili.

– Zaszczepić!!? – krzyknął przestępując próg domu – Ja się nie zgadzam! Mila jest zdrowa! Słyszałem, że te szczepionki powodują różne choroby. Nie zgadzam się, żeby narażać zdrowie mojej córki – i ojciec Mili zdecydowanie chwycił małą za łapkę, odciągając ją od Doktora.

– Narażać? – spytał zaskoczony lekarz – Ależ ja właśnie chcę uchronić Milę przed chorobami! Na świecie co roku umiera X dzieci na odrę i X na polio. Dzięki szczepionkom wasza córeczka będzie bezpieczna!

Wszyscy w domu zamilkli. Doktor Orangutan patrzył na zegarek. Za dziesięć minut nie będzie już mógł zaszczepić Mili, bo upłynie zbyt dużo czasu od chwili otworzenia torby. Zaskoczona Mila spoglądała na tatę, choć trochę się też cieszyła, że nikt nie będzie jej kłuł. Jej mama zerkała na męża przestraszona, że córka nie dostanie szczepienia. Słoniątka z kolei patrzyły z niedowierzaniem, że ktoś może nie chcieć ochronić dziecka przed śmiertelnymi chorobami.

Ciszę przerwała babcia Mili.
Stara langurzyca weszła do wypełnionej po brzegi chaty i stanęła obok wnuczki.

– Synu, nie masz racji. Pozwól zaszczepić Milę. Gdy ja byłam mała, nie miałam tyle szczęścia. Nikt mnie nie zaszczepił. Do naszej wioski nigdy nie przychodził żaden lekarz. W młodości zachorowałam na polio i to dlatego teraz z trudem chodzę – babcia popatrzyła na swoje chore, nieco pokrzywione nogi. – Gdyby nie twój ojciec, który przez kilka dni przedzierał się przez dżunglę w poszukiwaniu pomocy, nie przeżyłabym. Szczepionka to dar. Szczepionka to ochrona. Szczepionka to gwarancja zdrowia. To dlatego bez wahania zaszczepiłam was, moje dzieci i dlatego teraz radzę tobie: ochroń swoją córkę, nie popełniaj błędu innych osób, które myślą, że choroba ich nie spotka. Nigdy nie wiadomo, gdzie Mila może spotkać groźną bakterię. Dzięki szczepionkom zdobędzie ochronną tarczę!

Ojciec Mili jeszcze przez chwilę milczał, po czym pokiwał głową, skłonił się, przeprosił doktora i poprosił o zaszczepienie Mili.

Jak dobrze, że wszystko szczęśliwie się skończyło!
Oba małe Słoniątka zostały z rodziną Sari aż do kolejnego poranka. Wszyscy bawili się w kelereng –  czyli bardzo wciągającą zabawę, w której chodzi o to, aby trafić kamykiem do celu. Wszyscy także bardzo się cieszyli, że Urwis wrócił do zdrowia, a Mila została zaszczepiona i że oboje dostali obronne tarcze w postaci leków i szczepień.

Bajka jest dostępna na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Fundacji CultureLab oraz ww. autorów. Utwór powstał w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej, realizowanej za pośrednictwem MSZ RP w roku 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o programie polskiej współpracy rozwojowej.

 Publikacja współfinansowana w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Pytania do uważnego słuchacza

  1. W jakim kraju znaleźli się nasi podróżnicy?
  2. Dlaczego Urwis zachorował?
  3. Szczepionki na jakie choroby zabrał ze sobą Doktor Orangutan?
  4. Dlaczego właściwe przechowywanie lekarstw i szczepionek jest takie ważne?
  5. Czemu tata Mili początkowo nie zgadzał się na zaszczepienie córki?
  6. Co spowodowało, że zmienił zdanie?

Powiązane

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.