Bajki, Rośliny i Zwierzęta

Nierówna Walka. Metalowe szczęki oraz milion drzew

różne egzotyczne ptaki siedzą na gałęzi

Gdyby sowy potrafiły śpiewać, to w tej chwili Pola śpiewałaby pod niebiosa! To był ten dzień! Właśnie spełniało się jej marzenie. Siedziała w środku największego lasu deszczowego na świecie i czekała na początek Eko-przygody. Ona – Pola, sówka z małej podlaskiej miejscowości, zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie przyrodniczym i wygrała tygodniowe warsztaty. Rozpoczynały się właśnie teraz, daleko od jej domu, na innym kontynencie – w Ameryce Południowej.

Z wierzchołka orzecha chlebowego, drzewa z którego orzechów można wypiec chleb, zleciał Tomas, tukan tęczodzioby.

–  Bom dia! – przywitał po portugalsku przybyłych gości. – Witam wszystkich przyjaciół przyrody u nas w Amazonii. Carlos! Leon! Felipe! Ana! Elza! Nie kryjcie się już dłużej i chodźcie tu! – zawołał donośnym głosem.

I po chwili zza wiszących lian, różowych kwiatów tabebui i pomarańczowych owoców orzecha chlebowego przyleciały ptaki, które Pola widziała wcześniej tylko w książkach. Mały, niebieski rybaczek amazoński Carlos, Ana – papuga ara o czerwonych skrzydłach, silny i duży kondor królewski Leon, niewielki ale wielobarwny tapis królewski Felipe oraz Elza – puchaczyk żółtobrzuchy.

– Poznajcie się, kochani! Mam nadzieję, że szybko się zaprzyjaźnicie. Oto Ana, Elza, Carlos, Felipe i Leon, którzy będą waszymi przewodnikami w amazońskim lesie.

– To może ja opowiem, od czego zaczniemy? – zaproponowała ara Ana, a widząc zgodę, zwróciła się w stronę gości. – Zapewnimy wam moc atrakcji, zobaczycie! Pierwszego dnia poszukamy jaguara. Mam nadzieję, że nie pożre nikogo na śniadanie… Drugiego dnia dolecimy do Amazonki – czyli naszej kochanej rzeki płynącej przez puszczę i sprawdzimy, czy piranie faktycznie mogą ugryźć ptaka w locie, a potem …

– Ana, oj Ana… ! –  roześmiał się  tęczowy tukan. – Nie strasz naszych gości! Kochani, Ana oczywiście żartowała. Lećcie za mną. Sam pokażę wam, co takiego poznamy w trakcie naszych warsztatów. – Tomas zatrzepotał skrzydłami i w jednej chwili wszystkie ptaki wzbiły się razem z nim w powietrze.

las deszczowy z góry

Pola nie przypuszczała, że wzniesienie się powyżej koron drzew będzie aż tak trudne. Musieli pokonać liany zwisające z drzew, następnie ominęli gałęzie kauczukowca, z którego tworzy się kauczuk, i przelecieli obok euterpy wawrzynej – drzewa, którego owoce wyglądają jak borówki, są tylko dużo twardsze. Minęli chyba ze dwadzieścia storczyków, które wyglądały, jakby wyrastały prosto z konaru drzewa. Niektóre liście były małe, inne ogromne, jedne puchate, a inne gładkie. Tak samo różniły się konary – niektóre były przyjemnie gładkie, a inne miały kolce. Kiedy wznieśli się ponad poziom lasu, z każdej strony po horyzont widać było tylko drzewa. To był przepiękny widok i choć się nie umawiali – przez chwilę wszyscy, zachwyceni, po prostu zatrzymali się w locie.

– Prawda, że można patrzeć i patrzeć? – Tomas z radością zauważył, jakie wrażenie zrobił na przybyszach jego dom. – Nasza Puszcza Amazońska jest największym lasem deszczowym na świecie. Zajmuje niemal taką samą powierzchnię co Polska, Niemcy, Francja, Hiszpania i jeszcze kilka innych europejskich państw razem wziętych!

– Wow! Ale jest ogromna – z zachwytem przyznały ptaki.

– Tak. Rośnie tu niemal siedem tysięcy gatunków drzew, czyli połowa wszystkich gatunków drzew na świecie. Mówi się, że Amazonia to płuca ziemi ponieważ  jej drzewa wytwarzają dla świata tlen –  powiedział z dumą kondor królewski Leon.

– Mieszka tu tyle zwierząt, że aż trudno je wszystkie wyliczyć: jaguar, leniwiec, wąż anakonda, mrówkojad wielki czy małpa marmozeta lwia – której grzywa przypomina lwią.

małe kapucynki przerażone opowiadają o czymś tukanowi

Niemal cały dzień Eko-drużyna spędziła na poszukiwaniu kwiatów i owoców skrytych między drzewami i na wypatrywaniu zwierząt, o których wspomniał tukan Tomas.

Dopiero późnym popołudniem ptaki zleciały do bazy ukrytej pośród konarów najwyższych drzew. Kiedy zabierały się do kolacji z owoców marakui, kakaowca i orzecha chlebowego, wydarzyło się coś niezwykłego. Nagle tuż obok ich bazy przebiegło stado małpek.

– To kapucynki – przedstawił je Tomas.

Nie minęło pięć minut, a stado przebiegło w drugą stronę, później jeszcze raz, i jeszcze…

– Hmm… –  zdziwili się amazońscy przyjaciele – coś musiało się stać! Kapucynki lubią figlować i skakać po drzewach. Ale ten ich bieg jest zbyt szybki i zbyt nerwowy…

Gdy kapucynki ponownie przebiegły obok ptasiej bazy, Tomas podfrunął do ich przywódcy i spytał zaniepokojony:

– Hej, kapucynki! Czemu tak biegacie? Czy coś się stało?

Małpki przystanęły. Na ich pyszczkach widać było niepokój. Przywódca małpek odezwał się do tukana:

– Nie widzieliście może naszego brata, Cristiano? Rano bawiliśmy się w chowanego. Kiedy przyszła jego kolej powiedział, że potrzebuje trochę więcej czasu na schowanie się. Zgodziliśmy się i zaczęliśmy go szukać dopiero po dłuższej chwili… Najpierw myśleliśmy, że znalazł wyjątkowo dobrą skrytkę. Ale szukamy go już tak długo! Nigdzie go nie ma i bardzo się o niego martwimy. Boimy się, że coś mu się stało…

– Jesteście pewni, że nie wpadł w pazury jaguara? – tym razem na poważnie spytała ara Ana.

– Obserwujemy jaguara. On poluje dziś dużo dalej. Nie, on nie ma nic wspólnego ze zniknięciem Cristiano…

– Chyba nie dotknął liściołaza? Wiecie przecież, że ta żaba jest bardzo trująca?

– Nie, nie! Wprawdzie spotkaliśmy ich kilka, ale żadna z nich nie widziała naszego brata.

– A gdzie bawiliście się w chowanego? – spytał wreszcie koliberek Diego – najmniejszy, ale bardzo szybki amazoński ptaszek.

– No… tu niedaleko… –  kapucynka zawiesiła głos – niedaleko metalowych szczęk.

– Metalowych szczęk? –  z przestrachem powtórzył tęczowy tukan.

– Tak, tak, ale jesteśmy pewni, że Cristiano nie ukryłby się tam. Wiedział, że to niebezpieczne.

trzy sówki lecą nad wyciętym lasem

Tęczowy tukan zwołał swoich amazońskich przyjaciół z Eko-drużyny. Przez chwilę naradzali się, jak pomóc małpkom.

–  Kochane kapucynki! Pomożemy wam w poszukiwaniach. Zbliża się wieczór i za chwilę nic nie będzie widać. Same wiecie, że w nocy poszukiwania będą trudne. Wyślemy nocny patrol, by przeleciał nad obszarem metalowych szczęk. W tym zespole do zadań specjalnych są dżunglarkasyczoń, puszczyk i nocolot. To drapieżne ptaki, polujące nocą. Świetnie widzą po zapadnięciu zmroku. Mam nadzieję, że na terenie metalowych szczęk nie ma waszego brata, ale lepiej się upewnijmy.

Pola przysłuchiwała się wszystkiemu uważnie.

– Co to są te szczęki, których wszyscy się obawiają? Może i ja mogę pomóc? Jestem sową i też bardzo dobrze widzę nocą.

Tomas niepewnie popatrzył w stronę Poli.

–  Widzisz Pola, dziś w ciągu dna pokazaliśmy wam tylko jedną twarz Amazonii – tę piękną, różnorodną krainę, będącą mieszkaniem dla miliardów roślin i zwierząt. W Amazonii dzieje się jednak wiele złych rzeczy. Wiele lat temu do naszego lasu zaczęły wkraczać metalowe szczęki. Wycinają i palą wszystko, co stoi na ich drodze. Gdy polecisz ledwie dwa kilometry dalej, sama zobaczysz, że cała Amazonia poprzecinana jest korytarzami tworzonymi przez metalowe szczęki. Przez ostatnie czterdzieści lat wycięły jedną piątą część puszczy.

–  Jedną piątą część puszczy? Czy to jest dużo? – dopytywała Pola.

–  Wyobraź sobie, że cała Amazonia jest jak dłoń człowieka – składa się z pięciu palców. Gdy wszystkie palce są zdrowe, dłoń działa jak należy. A teraz pomyśl, że jeden z palców jest złamany, unieruchomiony w gipsie i zabandażowany. Dłoń nadal funkcjonuje, ale nie tak sprawnie jak wtedy, gdy zdrowe są wszystkie palce, prawda? – wyjaśnił Tomas.

–  Ale to niemożliwe! Przecież amazoński las jest wielkości prawie całej Europy! Metalowe szczęki nie dałyby rady wyciąć z niej obszar wielkości Polski!

–  Wydaje się to niemożliwe, ale uwierz, że to zrobiły i robią nadal… Jeśli chcesz, dołącz do patrolu. Szczęki nie pracują nocami, ale zobaczysz, jak jest ich dużo i co już zrobiły.

Dżunglarka, syczoń, puszczyk, nocolot oraz Pola wyruszyli na poszukiwania. Po niespełna godzinie nocny patrol dotarł do obszaru zajmowanego przez metalowe szczęki. Pola była przerażona tym, co zobaczyła. Ogromne, sześćdziesięciometrowe puchowce pięciopręcikowe, hebanowce, mahoniowce, drzewa kauczukowe –  były powalone niczym zapałki! Wszędzie stały koparki, spychacze, dźwigi i ciężarówki, załadowane wyciętymi drzewami.

–  Ach, rozumiem! Metalowymi szczękami nazywacie koparki i spychacze, tak?

–  Tak… – ze smutkiem potwierdziła Dores, sowa dżunglarka. – Przez tysiące lat las równikowy był domem dla milionów zwierząt, dla nas ptaków, dużych ssaków, małych gadów i owadów. Był domem dla czterechsetletnich drzew. Teraz staje się miejscem zarobku. Metalowe szczęki wycinają wszystkie drzewa i w ich miejsce wprowadzają hodowlę bydła albo pola uprawne.

–  I nic się z tym nie da zrobić? Nie walczycie?

–  My? My jesteśmy za słabi. Metalowe szczęki pokonują nawet jaguara. Ciągle mówimy, że nasz dom jest niszczony, ale nikt nas nie słyszy… –  ze smutkiem powiedział milczący dotąd puszczyk Pablo.

Puszczyk zawiesił głos i wbił uważny wzrok w ziemię. Niestety, poza niewielkimi gryzoniami nie widać było żadnego zwierzęcia. Nocny patrol zrobił kilka okrążeń, ale nigdzie nie było nawet śladu Cristiano.

–  To dobra wiadomość! Cristiano musiał skryć się w innej części lasu – doszła do wniosku młoda dżunglarka Dores.

Kiedy mieli już zawracać, Pablo usłyszał nawoływania nocolota.

sowy wyciągają małpkę z pod ściętego drzewa

–  Tutaj, tutaj, znalazłem go! – słychać było donośny głos małego drapieżnika.

Barwa piór nocolota tak bardzo przypomina drzewo, że tylko dzięki wielkim, świecącym oczom można go zauważyć w nocy. Pierwsza dostrzegła go dżunglarka Dores.

Nocny patrol zniżył lot. Nocolot miał rację – za puchowcem leżała ledwo przytomna kapucynka. Jedną łapkę miała przygniecioną przez zwalony konar drzewa. Małpka nie mogła się ruszyć!

–  Biedna małpka! – zawołała Pola. – Musimy zrobić mały podkop pod drzewem. Ale naszymi pazurkami będzie trudno to zrobić – przyznała zasmucona sówka.

–  Puszczyku, leć poszukać mrówkojada. On ma silne łapy. Zdoła podkopać się pod konar drzewa. Widziałem go kilometr stąd, kiedy frunęliśmy w stronę metalowych szczęk – powiedziała dżunglarka Dores –  Syczoń, ty leć szybciutko do naszej bazy. Powiedz wszystkim kapucynkom, że znaleźliśmy ich brata. Muszą go szybko zabrać do lekarza.

W przeciągu godziny na miejsce wypadku przybyła pani mrówkojadowa ze swoim maluchem na plecach. Kilka mocnych uderzeń w ziemię wystarczyło, aby uwolnić łapkę małpki. W międzyczasie dotarła pozostała gromada kapucynek. Czekały w bezpiecznej odległości. Gdy Cristiano został uwolniony, najstarsza z nich przybiegła, ulokowała braciszka bezpiecznie na własnym grzbiecie i dziękując nocnemu patrolowi oraz pani mrówkojadowej czym prędzej pobiegła do lekarza.

O poranku prawie cały obóz był gotowy do podjęcia zwykłych zaplanowanych działań. Nocny patrol w większości jeszcze trochę ziewał, ale tęczowy tukan, koliberki i papugi były gotowe do prowadzenia zajęć. Każdy gość dostał specjalny notes, w którym miał stworzyć swój prywatny zielnik.

– Drodzy uczestnicy – zaczął Tomas. – Wczoraj wieczorem mieliśmy niecodzienne wydarzenie. Nasz nocny patrol pomógł kapucynkom odnaleźć brata. Wszystko zakończyło się pomyślnie. Dziś wasi nauczyciele nauczą was rozpoznawać pięćdziesiąt z prawie siedmiu tysięcy gatunków drzew rosnących w amazońskim lesie deszczowym. Zbierajcie nasiona, liście, kawałki kory i gromadźcie wszystko w zielnikach. Wieczorem opowiemy wam, które z drzew mają jadalne, a które trujące owoce, które służą jako lekarstwo, a które jako straszak na komary.

Wszyscy cieszyli się, że zaczną odkrywać cuda lasu. Ogólny entuzjazm przerwała jednak Pola.

– Tukanie! Wczoraj w trakcie nocnego patrolu widziałam straszne rzeczy. Zniszczone i powalone drzewa, po horyzont wycięty las. Zastanawiam się, w jaki sposób my, młodzi z całego świata, możemy wam pomóc walczyć z metalowymi szczękami? Nie pokonamy maszyn. One są od nas silniejsze. Możemy jednak zrobić zdjęcia, opisać w gazetach to, co widzimy i wołać głośno o pomoc.

sówka siedzi z książką - zielnikiem, a tukan i kaliber przynoszą jej piękne kwiaty

Tomas popatrzył z zachwytem na Polę. Pomyślał, że czasem jedna osoba może zmienić naprawdę bardzo dużo! Przez chwilę zastanawiał się, co opowiedzieć i wreszcie rzekł:

Pokochajcie ziemię, przyrodę, lasy – tak, jak my. Zaprzyjaźnijcie się z kwiatami, owocami i zwierzętami, dla których Amazonia jest domem. Po powrocie do siebie zainspirujcie miłością i troską o przyrodę swoich przyjaciół. Tak nam pomożecie najbardziej. Przecież nikt nie niszczy kogoś, kogo kocha. Gdy się coś kocha, to się to chroni… to naturalne.

I tak się stało. Pola spędziła cudowne  dwa tygodnie w Amazonii, zaprzyjaźniając się z papugami, koliberkami – a nawet mrówkojadami i trującym żabami. Po powrocie zrobiła ogromną wystawę na temat niezwykłego życia w Amazonii.

Pomyśl, jak możesz opowiedzieć o pięknym świecie swoim kolegom, koleżankom i rodzicom? Przypomnij sobie miejsce, które ostatnio najbardziej ci się spodobało. To wcale nie musi być daleka Amazonia! Ogród, park w mieście, las za domem, plaża albo góry – każde zasługuje na troskę, bo jest wyjątkowe i pełne życia. Wystarczy tylko mu się przyjrzeć. Naprawdę!

polska pomoc

Post współfinansowany w ramach programu polskiej pomocy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Powiązane