Bajki, Zmiany klimatyczne

W łapach niedźwiedzia polarnego (odc.9)

Biały pies leży w budzie, na pyszczek wspina mu się czarny kot.

– Urwis, Urwis! – krzyczała Tola, biegnąc przez łąkę co sił w nogach. – Urwis, idą susze i powodzie, będzie tak sucho i gorąco, że nic nie wyrośnie! Następuje zmiana klimatu – wołała przerażona.
– Rany, Tola, co Ty wygadujesz? Jak widzisz, ja smacznie śpię, a na podwórku suszy nie ma – odpowiedział zaspany Urwis.
– Ależ Urwis, mówię serio. Dlatego, że jeździmy samochodami, zapalamy wszędzie światła i nie szanujemy środowiska, następuje zmiana klimatu. Już niedługo wszędzie będzie coraz cieplej… – tłumaczyła.
– Spaliny z samochodu powodują globalne ocieplenie? Hm, to nawet dobrze, bo właśnie miała nadejść zima, a ja nie lubię marznąć. Jeśli będzie ciepło, to ja się cieszę – zaszczekał uradowany.
– Ale Urwis! – kotka prawie zaczęła płakać, widząc, że Urwis w ogóle nie rozumie, jak poważna jest ta sprawa.
Na szczęście nadleciała Pola.
– Pola, powiedz proszę Toli, że żadna zmiana klimatu nie następuje i nie grozi nam susza – poprosił.
– Hu, hu, hu, Tola mówi prawdę – zawyrokowała sówka.
Do jednej szalonej koleżanki Urwis już się przyzwyczaił, ale żeby i Pola mówiła takie rzeczy?
– Chcesz mi powiedzieć, że jakieś tam spaliny z samochodów czy używanie prądu u nas na Podlasiu naprawdę sprawia, iż gdzieś daleko stąd topnieją lodowce? – spytał z niedowierzaniem.
– Tak.
– No… to ja bym to chciał zobaczyć, bo nie uwierzę! – zawołał Urwis.

Mapa Grenlandii

Psiak wstał i wygrzebał zza jakiegoś śmietnika czapkę, szalik i rękawiczki, a następnie rzucił je dziewczynom.
– Jak sam się przekonam, to od jutra zacznę oszczędzać wodę, elektryczność i wszystko, o co poprosicie. Ale jak nie, to jutro przez cały dzień będę jeździł samochodem albo wielką koparką – zaśmiał się, wyobrażając sobie powietrze brązowe od spalin i rozkopywanej ziemi.
Pola popatrzyła na Tolę, zawinęła wokół szyi szalik i wypowiedziała formułkę, której nauczyła ją Babcia Amalia.
– „Wszystko, co dobre, wszystko, czego nie znamy, niech pojawi się teraz, bo na to czekamy”. Chcemy przybyć do Arktyki, niedaleko bieguna północnego.
Ziemia zawirowała i w kilka sekund znaleźli się gdzieś w tym rejonie. Wszędzie był śnieg i lód, a poza tym nic nie było widać.
Brrrrr, jak tu zimno – zadygotała Tola po przejściu kilku kroków po lądzie.
– To wasze ocieplenie klimatu chyba jeszcze tutaj nie doszło. Jest zimniej niż w mojej zamrażarce – zaśmiał się Urwis, obserwując jak wąsy Toli zaczęły zamieniać się w sopelki.

Pola już miała coś odpowiedzieć, gdy nagle wszyscy usłyszeli głośny trzask…
– Krrrrrr!!! Trrrrr!!!
Po kilkunastu minutach marszu przez zaśnieżoną i oblodzoną ziemię, troje przyjaciół znalazło się na skraju zimnego lądu. Przed nimi zaczynało się wielkie, lodowate, arktyczne morze z pływającymi krami i górami lodowymi. Za nimi zaś można było dostrzec tylko śnieg i lód. Wydawało się, że nikogo tu nie ma…
– Zimno mi w łapki… – marudziła Tolcia, tupiąc.
– No co ty, Tola! – zaśmiał się z przekąsem Urwis. – Tu jest tak ciepło, że ja chętnie napiłbym się lemoniady z lodem. Tylko skąd tu wziąć lód, przecież mamy ocieplenie klimatu – uśmiechnął się od ucha do ucha.
– Pola, chyba jutro będę jeździł koparką caaalusieńki dzień – zaszczekał nagle do sówki.

Sowa wzbija się nad kotkiem i psem na krze lodowej

Poczuli, jak ziemia się zatrzęsła, a w ułamek sekundy wokół nich pojawiła się wielka szczelina.
Łaaaa, co się dzieje?! – wołała Tola, wbijając się pazurkami w śnieg.
– Ojej, to się rusza! Ziemia się rusza! – zawtórował jej Urwis, przestraszony dochodzącymi z każdej strony odgłosami.
Krrrrrr! Trrrrr! Bum!
Aaaa! My się ruszamy!
Hu, hu, hu, patrzcie! Lód oderwał się od reszty lądu. Stoicie na wielkiej krze i oddalacie się od lądu – zawołała sówka.
Ratunku!!! – krzyczała Tola. – Nie umiem pływać! – wołała i jeszcze mocniej wbiła się pazurkami w kawałek lodu.
– Cicho, za chwilę coś wymyślę! – powiedziała Pola, fruwając. Próbowała rozejrzeć się wokół i znaleźć sposób na ratunek. Po chwili zniżyła lot i krzyknęła do przyjaciela…
– Urwis, złap się mnie, a ja postaram się pociągnąć zarówno Was, jak i krę w stronę lądu. Jak tylko kra dotknie lądu, złap Tolę zębami i wyskocz na brzeg.
Urwis pokiwał pyszczkiem i zrobił dokładnie to, o co poprosiła sówka. Po kilku chwilach oboje z kotką znaleźli się tuż przy brzegu. Pies już szykował się do wyskoku, gdy nagle poczuł ogromne uderzenie…
Baaam!
Połowa kry wystrzeliła w górę, a druga część zanurzyła się w wodzie.
– Aaa! Ja lecę! – krzyknęła jeszcze głośniej Pola.
W tym samym momencie wielka owłosiona łapa złapała wszystkich troje i pociągnęła w stronę lądu.
Wraaaa! – zaryczał ktoś.
Był to ogromny niedźwiedź polarny – to on tak mocno uderzył łapą w krę, że wybił przyjaciół i ułatwił sobie ich schwytanie.
– Mam Was, moje foczki – zaryczał niedźwiedź i przyciągnął ich do pyska.
Hał, hał, hał, ja nie jestem żadną foczką! – mówiąc to, Urwis ugryzł niedźwiedzia w łapę. Zaskoczony drapieżnik na chwilę wypuścił zwierzaki na ziemię, ale szybko złapał je drugą łapą.
– Skoro nie jesteście fokami, to kim jesteście? Jestem już taki głodny, że mogę zjeść nawet szczekającą fokę – zaryczał ponownie niedźwiedź.
– Ja jestem kotem – zapiszczała Tola – i jestem bardzo niesmaczna. Nie jedz mnie!
– A ja jestem sową. Moje pióra mogłyby Ci zaszkodzić – zawtórowała jej Pola.
– Ciekawe… – zamruczał niedźwiedź, zastanawiając się nad tym, co usłyszał. – Jeszcze nie jadłem sowy i kota – popatrzył się na swoje zdobycze przenikliwym wzrokiem, a jakby tłumacząc się, dodał – od kiedy lody Arktyki, na których mieszkam, zaczęły się topić i odłamywać od reszty lądu, dystans wodny, jaki muszę pokonać, żeby dotrzeć do fok, jest coraz dłuższy. Od jakiegoś czasu nie daję rady dopłynąć do miejsca, gdzie mogę znaleźć najlepsze focze przysmaki. Przed chwilą myślałem, że już umrę z głodu, a tu proszę, trzy przekąski same do mnie przypłynęły – uśmiechnął się niedźwiedź, pokazując kły.
– Ale przecież niedźwiedzie polarne potrafią znakomicie pływać – powiedział Urwis, gdyż obawiał się, że za chwilę sowa, kot i pies staną się nowym przysmakiem w menu niedźwiedzia polarnego. – Czy nie wolisz spróbować jednak dopłynąć do fok i zrobić sobie prawdziwą ucztę?

Zmartwiony niedźwiedź polarny trzyma w ręcę czarnego kotka.

– Cha, cha, cha, dobry żart. Czy ty wiesz, jak daleko stąd mieszkają foki? – zaśmiał się niedźwiedź.
– Yyy… nie – przyznał Urwis.
– Daleko, nawet bardzo daleko stąd. Jeszcze kilka lat temu był tu ląd – dokładnie w miejscu, w którym stoicie. Granica z wodą była dużo dalej. Jak do niej dochodziłem, to musiałem płynąć tylko dziesięć minut, żeby zjawić się obok fok. Teraz ląd się skurczył, a wody jest coraz więcej. Nawet jeśli dryfuję na krze godzinę, nie widzę foczych legowisk. Potrafię pływać, ale nawet dla mnie to już za daleko. Patrzcie, jaki jestem wychudzony… – opowiadał.
Niedźwiedź odsunął na chwilę łapę od siebie i zwierzaki zobaczyły, że faktycznie miś jest ogromny, ale takiego chuderlaka już dawno nie widzieli.
– Ojej… czyli klimat naprawdę się ociepla i Arktyka topnieje… – powiedziała przejęta Tola.
– Przykro nam – dodał Urwis, wierząc już, że kotka miała rację.
– Mnie też jest przykro… Mój dziadek mówił, że kiedyś były takie śnieżyce i takie mrozy, że mogliśmy oddalać się o setki kilometrów, daleko od bieguna północnego, a zawsze znajdowaliśmy jedzenie. Teraz to już nie to samo… Dlatego wybaczcie, ale dzięki temu, że Was zjem, będę miał siłę, aby dopłynąć do fok… – dodał z żalem.
– Wryy! – zaryczał niedźwiedź, przysuwając zwierzaki do paszczy. Już miał je połknąć, gdy nagle Pola zaczęła krzyczeć.
– Nie jedz nas! Przecież możemy Ci pomóc!
– Wy? Niby jak? – zdziwił się niedźwiedź, ale na wszelki wypadek odsunął ich od pyska.
– Możemy powstrzymać… a przynajmniej zdecydowanie opóźnić zmiany klimatu. Lody Arktyki przestaną topnieć w tak dynamicznym tempie… – przekonywała.
– A niby jak możecie to zrobić? – spytał zaciekawiony niedźwiedź polarny.
– Widzisz, lody topnieją, gdyż coraz więcej rzeczy produkuje dwutlenek węgla – w naszych domach, fabrykach, elektrowniach i wielu innych miejscach wytwarzamy ogromną ilość takiego gazu, który nazywamy dwutlenkiem węgla. Tak duże stężenie, czyli duża ilość dwutlenku węgla w powietrzu, powoduje jego ocieplenie.
– Jeśli nas wypuścisz, zrobimy wszystko, żeby przekonać naszych braci, siostry, rodziców, znajomych i ich znajomych, aby natychmiast zaczęli dbać o środowisko i wymagali tego od innych. Dzięki temu możemy zmniejszyć produkcję szkodliwego dwutlenku…
– I naprawdę myślisz, że to pomoże? – spytał nieprzekonany niedźwiedź.
– Jak mówi stare powiedzenie „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”. Jeśli tylko nas troje zacznie przestrzegać zasad ekologii, to nic się nie zmieni, ale jeśli później dziesięć, sto, tysiąc, a wreszcie milion osób zacznie dbać o środowisko i tym samym zmniejszy u siebie w domu, w szkole czy w pracy emisję gazów cieplarnianych… to… to myślę, że jest duża szansa, że ograniczymy zmiany klimatyczne…
Niedźwiedź długo zastanawiał się nad tym, co powiedziała Pola. Uznał, że musi zaryzykować i wypuścić tę grupkę przyjaciół, aby mogli zacząć wprowadzać zmiany. Dlaczego nie mogliby to być właśnie oni?

Pytania do uważnego słuchacza

  1. Jak nazywa się zjawisko, które mówi o tym, że na Ziemi jest coraz cieplej?
  2. Gdzie polecieli przyjaciele, żeby sprawdzić, czy ocieplenie klimatu naprawdę następuje?
  3. Jak nazywa się niedźwiedź zamieszkujący Arktykę?
  4. Jak nazywa się mały skrawek lodu, który odrywa się od lądu?
  5. Co jest przysmakiem niedźwiedzi polarnych?
  6. Co według Poli powoduje zmiany klimatu?
  7. Co Tola, Pola i Urwis obiecali niedźwiedziowi? Jak będą próbować powstrzymać zmiany klimatu?
  8. Jak myślisz, co Ty, Twoi przyjaciele i najbliżsi dorośli możecie zrobić, żeby pomóc niedźwiedziowi polarnemu?

Powiązane

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.