Bajki, Woda

Woda w przyrodzie, czyli bajka o potrzebie łapania deszczówki

zwierzęta siedzą na łące i słuchają nauczyciela

Pan Grozek – nauczyciel Toli, Poli i Urwisa – miał tego dnia bardzo strapioną minę. Chodził wzdłuż polany pomrukując. Nie zauważył nawet, że łąka wypełniła się już jego uczniami. – Panie Grozku, hał hał, czy zaczynamy? – zaszczekał cicho Urwis widząc, że jego nauczyciel nie zauważył ich przybycia.

– Ach! To wy już jesteście?! Bardzo dobrze, bardzo dobrze! – szczek Urwisa wyrwał pana Grozka z zamyślenia. – Drodzy uczniowie, wydaje mi się, że… nauczyłem się rozumieć język drzew i innych roślin – Pan Grozek zawiesił głos i uważnie popatrzył w stronę uczniów.

– Pan rozumie język roślin? – spytał zadziwiony Urwis i wszyscy zaczęli szeptać.

– Nasz nauczyciel chyba oszalał! – dodał po cichutku do Poli.

– Tak. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale wydaje mi się, że rośliny powiedziały mi coś bardzo niepokojącego.. coś alarmującego! Jeśli je dobrze zrozumiałem, to… – grozi nam susza!

– Jest Pan pewien? – pytały z niedowierzaniem zwierzaki.

– Wydaje mi się, że jestem. Że właśnie to wyczytałem z zachowania drzew. Żebym miał pewność, potrzebna mi jest wasza pomoc.

– Nasza?! – spytali wyraźnie podekscytowani uczniowie. – Nauczymy się języka drzew?

– To może później, teraz potrzebna mi jest inna pomoc – Pan Grozek wyjął i otworzył tajemniczy notatnik. – Na poszczególnych kartkach zapisałem miejsca, które chciałbym, żebyście odwiedzili jako ekodetektywi. Trzeba sprawdzić, czy po kilku dniach od ulewy jest tam równie sucho jak w naszym lesie czy parku. Kto chętny, by stać się ekodetektywem na kilka dni niech podejdzie i weźmie swoją kartkę. Zobaczymy się z powrotem po weekendzie.

Zabetonowane podwórko , nasi bohaterowie z kimś rozmawiają

Zwierzaki z ochotą podjęły się zadania. Niemal każdy podszedł do nauczyciela i odebrał swoją karteczkę oraz odznakę ekodetektywa. Tola, Pola i Urwis otrzymali łącznie dwie kartki. Obydwa miejsca planowali odwiedzić wspólnie: osiedle miejskie oraz Narwiański Park Narodowy. Wspólnie zadecydowali, że zaczną od najbliższego terenu. Wsiedli na rowery i po chwili znaleźli się przy osiedlu „Topola”, które wylosował Urwis. Osiedle było dość typowe. Kilka bloków tworzących jakby studnię. Na środku podwórka rosła topola, stało kilka ławek, a w donicach rosły piękne trawy i kwiaty.

– Ale tu ślicznie! I jak zielono! I betonowo! – zawołały zwierzęta.

Faktycznie, od elewacji budynków po środek podwórka, poza małym fragmentem, z którego wyrastało drzewo, cała powierzchnia pokryta była kostką. Jak tu sprawdzić wilgotność ziemi, skoro wszystko wyłożone jest betonem i kostką?

Trójka młodych ekodetektywów rozglądających się po podwórku przykuła uwagę jakieś starszej Pani.

– Zgubiłyście coś dzieciaczki? – spytała przyjaźnie staruszka.
– Och, nie, nie zgubiliśmy. Zastanawiamy się tylko, gdzie spływa woda z dachów i z podwórka, gdy nastaje deszcz. Staruszka popatrzyła na nich z zadziwieniem.

– Jeśli dobrze wiem, to cała woda spływa do studzienek kanalizacyjnych, a stamtąd rurami do rzeki.
– Naprawdę? I nic tu nie zostaje?
– Tu? Nie! Nic a nic. Szczęśliwie tu jest suchutko.
– Ciekawe, czy topola oraz krzewy i inne drzewa, które rosną w okolicy, też myślą, że to takie szczęście, że tu tak suchutko – mruknął pod nosem Urwis.

Pola postanowiła nie dyskutować z panią. Wynik obserwacji wpisała do notesu.

Gdy dotarły do Urwisa, zobaczyły, że piesek resztkami sił trzyma się ostatniej deski kładki i niechybnie spadnie w dół.
– Podciągnijcie mnie! – wołał przestraszony piesek. Pola i Tola już chciały złapać przyjaciela, gdy nagle łapka Urwisa ześlizgnęła się z kładki. Piesek spadł wprost na ruchomy pomost znajdujący się dużo poniżej kładki. Trach!

Przyrodniczy park, widoczna jest rzeka, i pomost, na którym stoi Tola, Pola, Urwis i Łoś

– Urwisku, nic Ci się nie stało? – spytały zaniepokojone przyjaciółki. Szczęśliwie, nic wielkiego się nie stało. Urwis podniósł się szybko i otrzepał futro.

– Jest okej! Trochę boli mnie łapa, ale nic się nie stało.

W tym samym czasie, gdy Urwis spadał na ruchomy pomost, do ekodetektywów dotarł strażnik Parku.

– Halo! Jak tu weszliście?! – zawołał surowym głosem Pan Łoś. – Czy nie widzieliście napisu na początku kładki, że trasa jest zamknięta? Woda w Narwi ma tak niski poziom, że ruchomy pomost szoruje po dnie rzeki. Nie można na nim przepłynąć na drugi brzeg. W dodatku, żeby na niego wejść, trzeba by zeskakiwać ponad metr, a to bardzo niebezpieczne.

– Tak, to już wiemy – zauważył Urwis z dołu.

– Oj przepraszamy Pana, my jakoś nie zauważyliśmy tego znaku. Zaczęliśmy trasę w połowie, bo przylecieliśmy… – przyznała Pola. Strażnik podszedł do krawędzi kładki i zaczął podciągać Urwisa. – Choć piesku, złap się mojego poroża – zawołał Pan łoś.

– Czy ta ruchoma kładka zawsze była tak nisko zawieszona? Zagadnął piesek, wdrapując się na kładkę.

– No widzicie, gdy kładka była budowana – wiele lat temu – poziom wody w Narwi był tak wysoki, że ruchomy pomost, na który spadłeś piesku, był niemal na tej samej wysokości co drewniana kładka. Od kilku lat poziom wody w rzece jest jednak coraz niższy. Narew wysycha. Usychają też rośliny na mokradłach. Zamiast roślinności szuwarowej, takiej jak pałka wąska czy tatarak, widzicie tu wysokie trzciny, bluszcze i pokrzywy. Mamy szczęście, że wciąż w korytach nie ubyło białych kwiatów żabiścieku wodnego czy żółtych kwiatów grążela żółtego.

– Ale dlaczego Narew wysycha?

– Dlaczego? Ha ha… jest ku temu wiele powodów. Po pierwsze mamy prawie bezśnieżne zimy. Nie tak dawno temu, jeszcze gdy byłem mały, śnieg utrzymywał się tu dwa a nawet trzy miesiące. Gdy kończyła się zima i nastawały cieplejsze dni, śnieg powoli rozpuszczał się. Narew wyglądała wtedy niczym jezioro. Wysoki poziom wody utrzymywał się jeszcze wiele miesięcy. Od kilku lat mamy jednak prawie bezśnieżne zimy. Nie ma śniegu, to i nie ma wody. Zamiast różnorodności bagiennej wszędzie panoszy się trzcina – powiedział ze smutkiem strażnik.

– O jej… ale czy my możemy coś z tym zrobić? – spytała przejęta Tola.

– Wy? Hmm… Przede wszystkim musicie robić wszystko, by powstrzymać zmiany klimatu. Jak zimą będzie mroźnie i powstanie pokrywa śnieżna, to będzie woda i mokradła utrzymają się w dobrym stanie. Na co dzień musicie też zrobić wszystko, by wodę zatrzymać w gruncie. Róbcie drobne zagłębienia, które ułatwią wodzie wsiąkanie w glebę. Zamiast trawy sadźcie łąkę kwietną, a jeśli już tak bardzo chcecie mieć trawnik, to zaprzestańcie jego ciągłego koszenia. Niska trawa ułatwia wodzie szybkie parowanie
i po kilku dniach rośliny nie mają co pić. Możecie też w parkach i ogrodach nieco dłużej pozostawiać opadłe liście. Uschłe liście dają
sporo możliwości do zabawy, a jednocześnie powstrzymują parowanie wody z podłoża. No i oczywiście gromadźcie deszczówkę ze swoich dachów i wykorzystujcie ją wtedy, gdy deszcz nie pada.

Tola, Pola i Urwis zapisali odpowiedź Pana strażnika w notatniku, pięknie podziękowali za pomoc w wyciągnięciu Urwisa i ruszyli w stronę polany. Na odchodne Tola krzyknęła:

– Do widzenia roślinki. Nie damy wam uschnąć!

– Wołasz do roślin? – spytał zdziwiony Urwis.

– No i co się dziwisz? Skoro Pan Grozek potrafi z nimi rozmawiać, to może i ja się nauczę – odpowiedziała Tola i z czułością popatrzyła w stronę nielicznych lilii wodnych.

Gdy dotarli na szkolną polanę, wielu uczniów powróciło już ze swoich detektywistycznych podróży. Zwierzęta głośno rozmawiały i wymieniały się doświadczeniami.

– Słuchajcie, ja sprawdzałem ogródek przy domku jednorodzinnym! – wołał jeżyk. – Nie uwierzycie. Gospodarz powiedział, że gdy padają deszcze, on przystawia rynnę do studzienki odpływowej. Przez to woda zamiast wsiąkać w ziemię, odpływa gdzieś rurami do oczyszczalni ścieków, a później do rzeki. W ogródku pozostaje tylko tyle wody deszczowej, ile bezpośrednio spadło na ogród.

– U nas było jeszcze gorzej! – zawołał Urwis. – Nasze osiedle było całe wybetonowane. Nawet kropla nie wsiąkała w glebę. Wszystko spływało do kanalizacji. Nie wiem, skąd mają czerpać wodę drzewka rosnące wokół tego osiedla. One nie mają co pić.

Pola przekazała też wszystkie wiadomości, które pozyskała w Narwiańskim Parku Narodowym. Okazało się, że wszystkie zwierzaki, które badały poziom rzek w różnych częściach Polski, wróciły z takimi samymi wieściami – poziom wód w rzekach jest dużo, dużo niższy niż kiedyś. Pan Gromek słuchał i notował na tablicy. Wreszcie, gdy wszyscy młodzi ekodetektwi przekazali
mu swoje obserwacje, zawyrokował.

– Kochani. Potwierdziliście mój najczarniejszy scenariusz. Drzewa miały rację. Przez coraz wyższe temperatury brakuje śniegu. Padają rzadsze, ale bardziej ulewne deszcze. Wszyscy doprowadziliśmy do tego, że woda znika z naszych łąk, pól i lasów. Jeśli nie chcemy, aby nasza Ziemia usychała, musimy zmienić nasze zachowanie już teraz. Musimy zacząć szanować wodę. Musimy ją oszczędzać. Musimy nauczyć się zatrzymywać wodę w przyrodzie.

– Ale jak? Jak mamy to zrobić?

– Zacznijmy od pierwszego kroku. Zatrzymujmy deszczówkę w naszych przydomowych ogrodach, przedszkolach i szkołach. Pan Grozek popatrzył na wszystkich uważnie, a następnie odsłonił przedmiot, który skrywał pod płachtą.

– Co to? – spytały zaciekawione zwierzaki.

Zwierzęta instalują pojemnik na deszczówkę

– To jest pojemnik na deszczówkę. Zamocujemy go do rynny, na szkolnym podwórku. Cała woda spływająca z dachu w trakcie ulewy spłynie do naszego pojemnika. Gdy przyjdzie suchy dzień, wieczorem podlejemy nasze rośliny właśnie tą wodą.

– Super pomysł! – zawołał Urwis. – To ja namówię osiedle “Topola”, żeby zrobili to samo. Niech najpierw odsłonią część kostki i posadzą tam łąkę kwietną. A wodę z dachu niech złapią do pojemnika na deszczówkę. Już to sobie wyobrażam. Taki baniak w kształcie wielkiej kości byłby super! – zawołał radośnie pies.

– Ja tam wolę w kształcie miski mleka! – zawołała Tolunia.

Przyjaciele wzięli się do pracy. Najpierw zgodnie z planem umieścili pojemnik na deszczówkę przy szkole. Następnego dnia udali się na osiedle “Topola” i niedługo później pomagali w sadzeniu łąki kwietnej i umieszczeniu pojemnika w kształcie… kości. Pewnie domyślacie się, że Urwis był przeszczęśliwy z tego powodu. Pomysłów na oszczędzanie wody jest bardzo dużo. Może i wy zastanowicie się, gdzie i jak w waszym przedszkolu lub szkole można zmagazynować wodę deszczową w trakcie ulew, tak by oddać ją roślinom w odpowiedniej chwili.

Bajka „Woda w przyrodzie, czyli bajka o potrzebie łapania deszczówki” powstała w ramach projektu finansowanego ze środków Fundacji Veolia.

Powiązane