Bajki, Rośliny i Zwierzęta

Wietnamskie targowisko (odc.11)

Mijał już prawie rok od momentu, kiedy Tola, Pola i Urwis spotkali się po raz pierwszy. Urwis postanowił zrobić przyjaciółkom niespodziankę i podarować im coś niezwykłego. Wiedział, że kotka chciałaby otrzymać nową torebkę, a sówka lampę do swojej dziupli. Postanowił, że specjalnie dla nich znajdzie najpiękniejszą torebkę i lampę, jakie są na świecie.
Pewnego wieczoru, żegnając się z Polą, uścisnął ją mocno i ukradkiem wyjął jej kompas z kieszeni. Pola nawet się nie zorientowała, że cenny przedmiot zniknął. Urwis ścisnął go mocno, wrzucił do swojego plecaka i szybko pobiegł w głąb lasu. Gdy był pewny, że nikt go nie widzi, wyjął magiczny przedmiot i wymówił magiczną formułę:
– „Wszystko, co dobre, wszystko, czego nie znamy, niech pojawi się teraz, bo na to czekamy”. Chcę się znaleźć w Wietnamie, tuż obok największego targu z ozdobami.

Świat zawirował i Urwis znalazł się pośrodku zatłoczonego targu w Wietnamie, a obok niego spacerowały psy i koty z całego świata. Zwierzęta przybyły tu, żeby kupić coś niezwykłego. Ponieważ w Wietnamie wiele targów otwiera się dopiero po zmroku, Urwis wiedział, że przy oświetleniu lamp i latarni będzie mógł znaleźć wymarzone prezenty.

Zaczął iść pewnym krokiem wzdłuż alejek targowiska. Zatrzymywał się tylko tam, gdzie były stragany z torebkami i lampami. Ze wszystkich stron sprzedawcy zachęcali przechodniów.

– Piesku, chodź tutaj, u mnie są najpiękniejsze spodnie, dam Ci zniżkę – krzyczał gibon.

– Ależ nie, zapraszam do mnie, moje lampy są niezwykłe. Zapraszam, sprawdź! – przekrzykiwał go inny sprzedawca.

Znienacka jakaś papuga o wielkich oczach zarzuciła mu na szyję szal i przyciągnęła jego pysk tuż do swojego.

– Może szal dla Ciebie lub Twojej damy? – spytała.

– Zwariowała Pani? Proszę mnie puścić – parsknął pies i odskoczył. Wpadł jednak na gibona mającego stoisko pośrodku alejki.

– Sajgonki, sajgonki, pyszne sajgonki, aaa! – Pani Gibon odwróciła się w stronę psa po uderzeniu. – Och, widzę, że pies jest głodny i chce coś kupić. Proszę, trzy sajgonki dla Ciebie.

– Przepraszam, ja ich wcale nie chciałem – zaprzeczył Urwis i znów odskoczył w bok.

– Rany, te poszukiwania będą trudniejsze, niż myślałem – pomyślał i przyspieszył, zręcznie omijając kolejnych sprzedawców.

Wreszcie stanął przy straganie z pięknymi torebkami. Cena była odpowiednia i już miał wyjąć portfel, aby kupić jedną z nich, gdy nagle usłyszał szept.

– Psyt! Psyt, piesku!

Rozejrzał się dookoła, ale nic nie zobaczył.

– Psyt! Psyt, tutaj!

Urwis popatrzył ponownie. W ciemności, poza stoiskami, ciężko było coś dostrzec. W pewnym momencie zauważył, że między najbliższymi straganami przeciskało się jakieś smukłe zwierzę. To był pyton, jeden z najniebezpieczniejszych węży w Wietnamie. Jedno oko miał zasłonięte opaską, zupełnie jak pirat. A przed sobą trzymał ogromny wór.

wietnamskie targowisko

– Zamiast kupować taką tandetną torebkę, lepiej zobacz, co mam tutaj. Takich torebek nie znajdziesz nigdzie. Są unikalne, najpiękniejsze na świecie… – przekonywał.
Pyton wyglądał podejrzanie i Urwisa przeszły ciarki po plecach. Już miał podziękować, ale w tej samej chwili pyton otworzył worek i zaczął wyjmować swoje skarby. Na małym kocyku rozkładał torebki, jakich Urwis nie widział na całym targowisku. Część z jakichś skorup, inne skórzane, jedne we wzory, inne gładkie i wyjątkowo miękkie. Wyglądały na bardzo oryginalne i Toli na pewno by się spodobały.
– A ile kosztują? – spytał zaciekawiony pies, podnosząc torebkę z dwóch twardych muszli, wykończoną drobnymi koralikami.
– 50 monet.
– 50?! – powtórzył zdziwiony Urwis. – Przecież to majątek. Z czego one są? Ze złota?
– Sssss – zasyczał rozzłoszczony pyton. – Nie ze złota, ale z materiałów, które bardzo trudno dostać. To, co trzymasz, to skorupa żółwia, a tutaj to najprawdziwsza skóra krokodyla.
– Ooo! – Urwis był pod wrażeniem, ale po chwili dodał niepewnym głosem. – A czy to nie są zwierzęta zagrożone wyginięciem? Czy na pewno można robić z nich torebki? – spytał niepewnie.
– Sssss! – ponownie zasyczał rozzłoszczony pyton. – Ależ oczywiście, że można! Po prostu bardzo trudno dostać taką torebkę, bo niewiele żółwi jeszcze żyje. Żeby znaleźć żółwia na tę torebkę, musiałem chodzić po plaży przez kilka tygodni. Żeby schwytać krokodyla syjamskiego na tamtą, musiałem przez kilka dni chodzić po błocie, a później narażać własne życie przy schwytaniu tego gada. To kupujesz czy nie?! – krzyknął wreszcie pyton. – Jeśli nie chcesz, to Twoja sprawa, takich torebek nie znajdziesz nigdzie indziej.
Pyton wyrwał torebkę Urwisowi i zaczął pakować swoje towary.

wietnamskie targowisko

50 monet to prawie wszystko, co Urwis miał. Chcąc zrobić niezwykły prezent Toli, już chciał wyjąć pieniądze z sakwy, gdy nagle…
Alejka rozświetliła się, a ze wszystkich stron zapaliły się ogromne lampy reflektorów. Przez megafon ktoś odezwał się donośnym głosem.
-Stać! Policja! Proszę się nie ruszać! Ręce do góry!
W tej samej chwili pyton zwinął się w kłębek i już chciał czmychnąć między stoiskami, gdy jego tułów przygniotła wielka łapa Policjanta Krokodyla Syjamskiego.
– Jest Pan aresztowany za próbę sprzedaży torebek zrobionych ze skór zwierząt zagrożonych wyginięciem. Proszę się nie ruszać i oddać to, co ma Pan w worku!
– Ależ ja nic nie mam, ja naprawdę nic nie mam, ten wór nie należy do mnie! To jest tego psa!
– Co?! Hał, hał – zaszczekał zdenerwowany Urwis – ja tylko patrzyłem, ja nic nie kupowałem. To nie jest mój worek, naprawdę! – krzyczał przestraszony.
Policjant Krokodyl wyglądał groźnie.
– Nie kłam, oszuście. Dobrze wiem, kim jesteś. Jesteś Pyton Jednooki-Zbir i zabijasz zwierzęta, które są zagrożone wyginięciem. Chłopcy, łapcie go i wrzućcie do worka, żeby nie uciekł – krzyknął.
Dwa inne krokodyle przybiegły szybko i jednym machnięciem łapy wrzuciły pytona do wielkiego wora z napisem POLICJA.
Krokodyl odłożył megafon i odwrócił się w stronę Urwisa. Patrzył na niego przez chwilę podejrzliwie i wreszcie zwrócił się do niego spokojniejszym głosem.
– Dobrze, że nie chciałeś tych torebek. Jednooki-Zbir od lat sprzedaje biżuterię i torebki robione ze skór i skorup bardzo rzadko występujących zwierząt. Mówimy, że to zwierzęta zagrożone wyginięciem, bo jeśli wyginie, czyli umrze jeszcze kilka osobników, to już ich więcej nie będzie w Wietnamie. Takie zwierzęta są pod specjalną ochroną i nikt ich nie może dotykać, a już na pewno nie może ich zabijać i robić z nich biżuterii. Gdybyś kupił tę torebkę, to musiałbym również Ciebie wsadzić do więzienia…

Małpka na straganie

Urwis przestraszył się nie na żarty. Jeszcze chwila i byłby w więzieniu. Zamiast wyjątkowego prezentu dla Toli, siedziałby za kratkami z pytonem. Brrr, na samą myśl, aż przeszły mu ciarki po plecach.

– My się zbieramy – powiedział krokodyl i kazał swoim kolegom zgasić światła reflektorów oraz wracać do radiowozu. – A Ty, jeśli szukasz torebek, to kup lepiej coś u Pani Gibon, która sprzedaje ręcznie wyszywane. Są piękne i robione w tradycyjny wietnamski sposób. Od ozdób ze zwierząt zagrożonych wyginięciem lepiej trzymaj się z daleka.

Urwis pokiwał głową. Już nigdy nie kupi żadnej nielegalnej rzeczy. Kiedy ochłonął, zbliżył się do stoiska Pani Gibon i zgodnie z radą policjanta kupił piękną, ręcznie zdobioną torebkę i lampę. Przez kolejny rok, gdy tylko zerkał na przywiezione prezenty, jako jedyny wiedział, jaka niezwykła historia się z nimi wiąże…

Pytania do uważnego słuchacza

  1. Do jakiego państwa przybył Urwis?
  2. Jakie zwierzęta spotkał na wietnamskim targowisku?
  3. Jakie rzeczy proponował pyton do kupienia Urwisowi? Z czego wykonane były produkty, które pyton trzymał w worku?
  4. Dlaczego Pan Policjant – Krokodyl Syjamski – chciał aresztować pytona?
  5. Co oznacza, że jakiś gatunek zwierząt jest zagrożony wyginięciem?
  6. Czy Urwis kupił torebkę proponowaną przez Jednookiego-Zbira? Dlaczego nie zdecydował się na zakup torebki z muszli żółwia?

Powiązane

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.