Bajki, Kultura i Religia

Początek niezwykłej przyjaźni (odc.2)

Przed Wami pierwsza bajka z serii Tup Tup Tup, na tropie wielkiej przyjaźni. Poniższa bajka oraz trzy kolejne: „Na dachu Cerkwi cz. I i cz. II” oraz „Chiński Nowy Rok” to bajki wprowadzające. Otwierają drzwi do magicznego świata Toli, Urwisa i…

„…W samym centrum Europy, na podlaskiej ziemi, zaczęła się najpiękniejsza historia przyjaźni, o której opowiemy. Tola i Urwis, czarny kot i pies z łatami, mimo różnic nawiązali przyjaźń o jakiej marzymy sami… Pewnego dnia wydarzyło się coś niezwykłego. Nasza dwójka trafiła na przyjaciela trzeciego! Jakie było to zwierzę? Co się wydarzyło? Siądźcie już wygodnie, bo dzięki temu spotkaniu, wiele niezwykłych przygód im się przytrafiło…”

– Tola, Tolcia, chodź lepiej, bo znów wpadniemy w tarapaty – krzyknął Urwis, choć dobrze wiedział, że mała przyjaciółka nie zwróci na niego uwagi.

Biegł więc za nią co sił w nogach, co chwila potykając się o zaśnieżone kamyki.

Tola zatrzymała się wreszcie i, chowając się za kopcem kreta, odwróciła się do Urwisa:

– Urwis! Patrz, tutaj coś ważnego się dzieje… ile ptaaaaków przyleciało… – powiedziała z zachwytem.

Faktycznie, u podnóży pagórka, siedziała cała gromada ptaków. Były bociany i żurawie, sowy i dzięcioły, a nawet kilka małych wróbli. Każdy ptak miał przed sobą otwarty zeszyt i coś notował. Przed ptakami spokojnym krokiem przechadzał się sokół. Wyglądał na najstarszego, a na pewno na najgroźniejszego z nich wszystkich. Miał czarną skórzaną czapkę, która przykrywała głowę tak, że Tola i Urwis mogli zobaczyć jedynie czarne przenikliwe oczy. Sokół co chwila wskazywał na coś patykiem, a jego słuchacze raz chórem, raz osobno odpowiadali na pytania.

– Tola, chodźmy lepiej, ten sokół nie wygląda na najbardziej przyjaznego.

– Oj co ty mów…. – ale Tola nie zdążyła dokończyć. Próbując wychylić się zza kopca kreta, pośliznęła się, a broniąc się przed upadkiem, pociągnęła za sobą Urwisa. W ciągu sekundy zwierzaki zamieniły się w kulę, toczącą się w dół. Raz głowa Urwisa, a raz Toli była na wierzchu.

– Aaaaa….!!!!!

BUM!

Kula złożona ze zwierzaków stoczyła się na sam dół i uderzyła w małą sówkę stojącą z tyłu gromady. Uderzenie zachwiało sówką i wytrąciło okrągły, srebrny przedmiot, który poszybował wysoko w powietrze. Nim przedmiot zaczął spadać, sówka wyskoczyła w górę i jednym machnięciem skrzydła złapała świecącą rzecz. Opadając, lewym skrzydłem przykryła nie tylko swój przedmiot, ale i dwójkę nieznajomych.

– Co się stało Pola?! – zabrzmiał nagle przenikliwy głos sokoła.

Głos był tak srogi, że Tola i Urwis zadrżeli z przerażenia. Mały kociak kątem oka zobaczył jak sokół wpatruje się w skrzydło. Sówka rozpostarła je jeszcze bardziej, przykrywając jeszcze dokładniej nowych przybyszów. Tym razem Tola już nic nie mogła zobaczyć.

Sówka zadrżała usłyszawszy sokoła, ale po chwili odpowiedziała:

– Stało się? Nie… Nic… zupełnie nic…

Zapadła cisza. Ptaki odwróciły się w jej stronę i tym razem wszystkie wpatrywały się w przestraszoną sowę.

– Na pewno?! – spytał donośnym głosem sokół. – Słyszałem jakieś uderzenie! – Zerkał coraz to bardziej podejrzliwie na skrzydło sowy. Wreszcie krzyknął: – Co tam skrywasz pod skrzydłem Pola? Pokaż!

W tym momencie sówka, równie zwinnie jak chwilę wcześniej, wykonała posuwisty ruch skrzydłem i przesunęła dwójkę przyjaciół za siebie. Następnie podniosła skrzydło i z drżącymi nogami, ale spokojnym głosem odpowiedziała:

– Ależ nic, naprawdę nic… to jakiś kamień tu spadł i narobił hałasu…

Sokół jeszcze przez chwilę wpatrywał się w sówkę, ale po sekundzie kazał wszystkim się odwrócić i przeszedł do dalszej części zajęć.

 

Wzrok sokoła tak przestraszył Tolę i Urwisa, że nie poruszali nawet ogonkami. Po kilku minutach bezruchu, które dla Urwisa i Toli wydawały się wiecznością, spotkanie ptaków się skończyło i wszyscy przybysze – łącznie z sokołem – odlecieli. Sówka udawała jeszcze przez chwilę, że coś pisze. Gdy upewniła się, że zostali sami, odwróciła się do małych urwisów i spytała wyraźnie zdenerwowana:

– kim Wy jesteście i co Wy tutaj robicie?! – krzyknęła, choć nawet przez chwilę nie brzmiała tak groźnie jak sokół.

– Jestem Urwis, a to moja przyjaciółka Tola, hał hał – odpowiedział piesek, nabierając pewności siebie.

– Gdybym Was nie przykryła skrzydłem, Pan Grozek na pewno by Was ukarał za przeszkadzanie w lekcji – powiedziała wciąż srogim głosem.

A więc to była po prostu lekcja, a nie żadne tajne spotkanie ptaków, pomyślał Urwis i od razu poczuł, jak schodzi z niego napięcie. Ciekawe, czego się uczyli. Nie zdążył jednak zadać pytania, bo jego przyjaciółka wystrzeliła pierwsza…

– Ojej, bardzo Ci dziękujemy za to, że nas uratowałaś – odpowiedziała Tola tak słodkim głosem, jak tylko ona potrafiła – od dziś jesteś moją najukochańszą przyjaciółką. To chyba przeznaczenie, Tola i Pola… ach – dodała, robiąc najsłodsze oczy, jakie widział świat.

– Hyy?? – Sówkę tak zaskoczyła odpowiedź, że nawet nie wiedziała, jak zareagować… – Dajcie mi lepiej przedmiot, który wytrąciliście mi z dłoni i zmykajcie – powiedziała już znacznie spokojniejszym głosem.

– A co to takiego? – spytała Tola, przekazując przedmiot sówce – to pewnie coś bardzo ważnego, skoro go tak skrywałaś…

– Może tak – burknęła sowa.

– Oj, a czy możesz powiedzieć co to? – kontynuowała Tola, zupełnie nie wyczuwając, że nie powinna zadawać nieznajomej tyle pytań.

Zapadła cisza… sówka nie była pewna, czy powinna odpowiedzieć na to pytanie.. ale w sumie skoro to pies i kot, to i tak nie powiedzą Panu Grozkowi, że posiada…

– Kompas, to stary kompas – odpowiedziała wreszcie sówka – on pokazuje, gdzie jest północ, a gdzie południe – popatrzyła się na nich, ale w oczach zobaczyła, że zupełnie nie wiedzą, o czym mówi – no więc pokazuje na przykład gdzie jest mój dom, a gdzie jest babci dom… no, jak się wie, czy jest na północy czy południu rzecz jasna – i uśmiechnęła się, myśląc, że dzieciaki i tak nie wiedzą, o czym mówi.

– Och, a jak to działa? – spytała ponownie Tola, wpatrując się w sówkę z takim zachwytem, jakby spotkała najmądrzejszą osobę na świecie.

– Nie zadawaj tyle pytań – szturchnął ją wreszcie Urwis. – Sówka, dzięki za ratunek, ale my już idziemy – chodź Tola – hał hał…

Ale Tola ani myślała się ruszyć, bo jej oczy były wciąż utkwione w sowie.

Po chwili wahania sowa wyjęła z małej kieszonki kompas. Położyła na dłoni i nagle…

– Rajuniu hu hu hu – kto mi powtykał tyle czarnych kłaków w mój kompas – krzyknęła przerażona sówka – a jako że kłaki wyglądały dokładnie tak jak futro Toli, popatrzyła na winowajczynię ze srogą miną…

– Oj… miaauu… – miauknęła nieśmiało Tolunia, chowając ogonek i spuszczając wzrok – ja… ja nie chciałam… ja chciałam tak udekorować ten przedmiot i powkładałam tam trochę mojego pięknego czarnego futerka… myślałam, że tak będzie piękniej…

– Piękniej?! – spytała zaskoczona sówka. – Rany Julek, po co ja Was chroniłam – dodała pod nosem sówka i zaczęła usuwać kłaczki.

– Och… skomlała Tola – a czy ten kompas jest Ci potrzebny? Czy ja go popsułam? – spytała zmartwiona.

– Tak – odpowiedziała wciąż zdenerwowana sówka – lecę do mojej babci Amalii, na Ukrainę. Za dwa dni jest tam Boże Narodzenie… no takie nasze, prawosławne… i obiecałam babci, że tam będę, ale drogę znajdę tylko dzięki kompasowi… a teraz…

Nagle Urwis wyrwał kompas sówce z ręki, machnął kilka razy, a następnie wyjmując patyczek z kieszeni, ruszył igłą kompasu kilka razy tak, że wszystkie kłaczki z futra wyleciały. – O! proszę… – I już miał odbiec, kiedy jego uparta jak osiołek koleżanka wypaliła ostatnie pytanie:

– A czy możemy polecieć z Tobą na święta? Ja nigdy nie byłam na…

I w tym momencie Urwis zatkał łapką ustka Toli.

– Nie no, my już naprawdę idziemy, a Tola tylko tak żartowała… Aaaa! – Krzyknął nagle w niebogłosy, bo Tola ugryzła go w łapę.

– Urwis! Jak się zachowujesz – krzyknęła Tola, wyraźnie oburzona zachowaniem Urwisa.

Mała sówka, zamiast odpowiedzieć na pytanie Toli, zaczęła przeskakiwać z nogi na nogę, kręcić pyszczkiem i wyglądała jakby tańczyła jakiś taniec. Następnie zasłaniała skrzydłem buzię, a później odsłaniała, aż wreszcie powiedziała:

– Moja babcia mówiła, że na święta nie mogę odmówić nikomu miejsca przy stole, jeśli chciałby z nami spędzić ten dzień… Tak więc, jeśli chcecie polecieć na święta na Ukrainę, to… to… – znów zaczęła kręcić główką, jakby nie chciała czegoś powiedzieć – to zapraszam! – Wzięła głęboki oddech i aż skrzywiła się na myśl, co powiedziała. – Ale jeśli nie chcecie, to oczywiście rozumiem i wcale nie namawiam na podróż na Ukrainę – mówiąc to popatrzyła z nadzieją na psa i tym razem to ona zrobiła oczy mówiące: proszę, powiedz, że nie chcecie lecieć.

 

– Ależ tak, cudownie! – krzyknęła Tola, nim Urwis zdołał wydać z siebie jedno słowo.

– Ale tam będzie zimno… Im głębiej w kontynent, tym chłodniej – dodała jeszcze sowa…

– Założymy czapki, prawda? – powiedziała rozradowana Tola.

– Tola, nie jesteśmy ptakami, na pewno nie możemy siąść przy jednym stole z sowami.

– Oj, co to to nie! Nieważne kim i skąd jesteście… przy świątecznym stole każdy jest równy… każdy jest przyjacielem domu…

– Ach cudownie! – podskoczyła Tola i aż ogonkiem niechcący znów wytrąciła kompas z rąk Poli. – To kiedy i o której się spotykamy? Pomachała ogonkiem i, podając kompas sówce, popatrzyła z radością na załamaną sowę i psa.

Gdzie polecieli, co zobaczyli i jak przeżyli prawosławne Boże Narodzenie, usłyszycie już za tydzień.

Pytania do uważnego słuchacza

  1. Wymień wszystkie zapamiętane przez Ciebie gatunki ptaków, jakie siedziały na polanie.
  2. Co to był za przedmiot, który kotka Tola wytrąciła sówce z ręki?
  3. W jaki sposób sówka schowała psa i kota przed wzrokiem sokoła?
  4. Czy sokół Grozek wyglądał na groźnego ptaka?
  5. Na jakie święto Pola zaprosiła przyjaciół?
  6. Czy Pola chciała zaprosić nowych przybyszów na prawosławne Boże Narodzenie?

Słowniczek

Ukraina

Ukraina to państwo, które leży w Europie i graniczy z Polską. Jeśli pojedziemy samochodem, rowerem czy pociągiem cały czas w jednym kierunku – na wschód, dojedziemy na Ukrainę.

W państwie tym mówi się po ukraińsku oraz po rosyjsku, ale bardzo wiele osób rozumie również język polski.

Kompas

Kompas jest wielkości dużego zegarka na rękę. Przedmiot ten służy do znajdowania wszystkich czterech kierunków świata, np. północy czy południa. W środku kompasu umieszczona jest namagnesowana igła, która może obracać się dookoła (podobnie jak wskazówki zegara). Jedna część igły wskazuje zawsze północ, druga południe.

Obecnie ludzie częściej korzystają z GPS-u niż z kompasu, jeśli zgubią się w lesie lub na pustyni. Jeśli jednak chcesz się poczuć jak prawdziwy podróżnik czy odkrywca, kompas pomoże Ci w zorganizowaniu wielu ciekawych zabaw.

Powiązane