Bajki, Zmiany klimatyczne

Czas minął, trzeba działać

sala konferencyjna, zwierzęta siedzą przy stołach i uważnie słuchają niedźwiedzia polarnego

Tej nocy Urwis, Tola i Pola byli tak podekscytowani, że z trudem zasnęli. Już za dwa dni jedno z ich przyjaciół miało wystąpić przed najważniejszymi osobami z całego świata. Za dwa dni ktoś z eko-patrolu miał przedstawić stanowisko dzieci na temat zmiany klimatu. W Katowicach odbywała się konferencja COP24 (czyt. kop dwadzieścia cztery) czyli najważniejsze spotkanie dotyczące zmiany klimatu. Właśnie tam dorośli dyskutują na temat tego, co zrobić, aby powstrzymać wzrost temperatury na Ziemi. Tego roku na COP24, poza dorosłymi, miał wystąpić przedstawiciel dzieci i młodzieży.

Dla Toli, Urwisa i Poli to było wyjątkowo ważne wydarzenie. Od długiego czasu należeli do eko-patrolu. Przez internet kontaktowali się z dziećmi z całego świata i dowiadywali, jak spalanie paliw kopalnych oraz wycinanie drzew wpływa na życie ich przyjaciół w Afryce, Ameryce Południowej, Australii czy Azji.

– Urwis, chodźże szybciej, bo się spóźnimy. Jako pierwszy głos zabiera Nikodem, niedźwiedź z Arktyki. Nie chcę tego przegapić – poganiała Tola.

Kiedy dotarli na miejsce, niemal wszyscy już byli. Pola prowadziła spotkanie i stała tuż obok mównicy. Dzieci z różnych stron świata siedziały w ogromnej sali. Był i niedźwiedź polarny prosto z Arktyki i nosorożec z sawanny, wielbłąd z pustyni i ryś z lasu, a nawet kilka ryb morskich w specjalnych kombinezonach, umożliwiających oddychanie poza wodą. Tola i Urwis, nie chcąc przeciskać się przez tłum gości, siedli obok młodej reniferzycy. Od razu ją poznali. To była Greta, ich koleżanka ze Szwecji, która od kilku miesięcy organizowała w swoim miasteczku piątkowe strajki młodzieży, wzywające dorosłych do działań przeciwko zmianom klimatu.

Nagle rozległ się delikatny dzwonek i wszyscy uciszyli się. Na mównicę wyszła Pola:

– Drogie koleżanki, drodzy koledzy. Spotkanie uznaję za otwarte. Zapraszam Nikodema z Arktyki, który opowie, jak ocieplenie klimatu wpływa na życie jego i jego rodziny. Nikodemie, oddaję ci głos – zwróciła się Pola do niedźwiedzia polarnego, który właśnie wchodził na scenę.

– Dzień dobry Polu, dzień dobry państwu! No cóż… – Nikodem popatrzył na zebranych – jeśli  temperatura na Ziemi nie przestanie rosnąć, to ja i moi przyjaciele po prostu zginiemy.

– Hyyy? Zginą? – spytała cichutko Tola, nachylając się do ucha Urwisa. – Nie myślisz, że troszkę  przesadza?

Urwis podniósł do góry ramiona, jakby chciał w ten sposób wyrazić, że sam dotychczas nie sądził, że to aż tak poważna sprawa.

–  W moim domu, Arktyce, jest pięknie. – kontynuował tymczasem Nikodem – Przez pół roku nie dociera do nas słońce, ale mi to nie przeszkadza. Mam grubą warstwę tłuszczu pod skórą, no i grube futro. Te dwie rzeczy pomagają mi utrzymać ciepło. Naprawdę uwielbiam zjadać foki, a zimą mam świetne warunki do ich złapania. Foki nie potrafią oddychać pod wodą. Wycinają więc otwory w pokrywie lodowej, które umożliwiają im oddychanie. Czekam przy takich otworach cichutko, a kiedy foki wynurzają się, ja je szybko łapię. Teraz, gdy lody Arktyki topnieją, mam coraz mniej miejsca na zrobienie takich zasadzek. Złapanie foki na otwartych morzach Arktyki to nie takie proste zadanie! Naprawdę martwię się, co będzie za kilka lat. Dla ludzi Arktyka nie jest ważna. Żaden człowiek nie mieszka tu na stałe, bo jest za zimno. Dla mnie Arktyka to mój dom, to mama, tata i brat, to moi przyjaciele. Proszę, zróbmy coś, żeby temperatura na ziemi nie rosła!

Jako drudzy wystąpili razem: australijska kangurzyca i afrykański wielbłąd.

– Cześć, jestem Kasia Kangurzyca a to Wiktor Wielbłąd. Mieliśmy mówić osobno, ale okazało się, że mimo iż mieszkamy na innych kontynentach, bardzo, bardzo daleko od siebie, to mamy ten sam problem – suszę i upały.

– Jak widzicie, jestem Wielbłądem. Moja rodzina od wieków mieszkała na pustyni lub na jej obrzeżach. W Egipcie, z którego pochodzę, ponad połowa kraju przykryta jest piaskami Sahary. My, wielbłądy, jesteśmy doskonale przystosowane do suszy.

– Australia, w której mieszkam, też jest bardzo suchym kontynentem. W samym środku Australii mamy Wielką Pustynię Wiktorii – wtórowała Kasia Kangurzyca. –  Wyobraźcie sobie, że cała Australia wygląda jak taka nierówna pizza. Jeśli pośrodku pizzy wylejemy sos, a ten rozleje się po całym cieście z górkami i dołkami, zostawiając tylko nieliczne punkty i obrzeża bez sosu, to sos zajmie dokładnie taką powierzchnię, jak moja pustynia Wiktorii. Pustynie i suche stepy zajmują większość Australii. Tylko obrzeża naszej wyspy położone nad samym morzem są zielone, żyzne i idealne do mieszkania.

– I ja i Kasia i nasi bliscy jesteśmy przyzwyczajeni do upałów. Moja rodzina chodziła w karawanach. Mój dziadek mógł nie pić wody przez 20 dni, żeby przejść z jednego krańca pustyni na drugi. – opowiadał dalej Wiktor Wielbłąd.

– Kangury potrafią skakać po gorącym piasku. Świetnie tolerujemy upały. No, ale teraz… teraz zmiana klimatu robi coś bardzo, ale to bardzo złego. W tym roku temperatura na pustyni sięgnęła 50⁰C! To bardzo dużo! Za dużo! Szybko wyschły małe źródła i sadzawki, a z powodu braku traw i drobnych roślin zwierzętom zaczęło brakować pożywienia. Bez cienia, który daje schronienie, a przede wszystkim bez wody i żywności, zwierzęta nie przetrwają. Nawet nie wiecie, ile kangurów i krów padło w tym roku, bo zabrakło wody i traw.

Młodzież słuchała Kasi i Wiktora w napięciu i absolutnej ciszy, ale po ich wystąpieniu nikt nie mógł zapanować nad jękiem przerażenia. Nawet Urwis, który zwykle udaje, że nie przejmuje się tym, co słyszy, tym razem przejął się bardzo.

Po Wielbłądzie i Kangurzycy po kolei występowały inne zwierzęta i mówiły o swoich doświadczeniach: o braku wody, o zanikających rzekach, o suszach i pożarach. Ich opowieści sprawiały, że Tola i Urwis byli coraz bardziej poruszeni. Rosnąca temperatura to nie pogorszenie komfortu życia, ale groźba jego utraty! To, co słyszeli, brzmiało jak zapowiedź katastrofy na skalę światową!

Jedno z ostatnich przemówień miał Tuńczyk Tymek, który przypłynął prosto z oceanu.

– Hello, cześć wszystkim. Pewnie niektórzy z was zastanawiają się, co na tym spotkaniu robi ryba. W końcu woda cieplejsza o 1 stopień nie powinna zmienić mojego życia. Czy wiecie, dlaczego tu jestem?

Tola rozejrzała się po sali… Rzeczywiście większość zgromadzonych nie wiedziała, dlaczego oceaniczna ryba tu przybyła. Była ostatnim stworzeniem, o którym można było powiedzieć, że przejmie się zmianą klimatu.

– Jestem tu dlatego, żeby wam powiedzieć, że na Ziemi nie ma jeszcze katastrofy klimatycznej między innymi dlatego, że wszystkie oceany i morza, które są na Ziemi, od wielu lat pochłaniają niebezpieczny gaz, który produkujecie na lądzie. Mam na myśli dwutlenek węgla. Gdyby ten gaz został w powietrzu, to temperatura na ziemi podniosłaby się jeszcze bardziej.

Obecnie wszystkie organizmy żyjące pod wodą, czyli my – ryby, skorupiaki, jak i rafy koralowe mamy jednak ogromny problem. Zaczynamy doświadczać fal upałów. Można powiedzieć, że takich samych fal upałów, jak zwierzęta na lądzie. Część ryb migruje do chłodniejszych obszarów. Część moich przyjaciół, którzy nie potrafią się nigdzie przemieścić, umiera. Jeśli fale upałów się utrzymają, to powoli wyginiemy.

Wszyscy na sali byli poruszeni do żywego.

Skoro jest tak źle, to dlaczego nikt nic nie robi? Skoro ryby i zwierzęta na lądzie umierają, skoro są susze i upały, to dlaczego nikt nie podejmie ważnych działań?

Tylko co konkretnie oni, mali i młodzi działacze mogą zrobić? Jak można zmienić wszystko to, o czym mówili ich koledzy? Czy mają poprosić dorosłych o zakończenie wycinki lasów? Mają strajkować? Co można zrobić?

Nagle, mimo szumu i gwaru podniesionych głosów, z tylnej ławki dał się słyszeć głos Grety  – młodej Reniferzycy ze Szwecji, która siedziała obok Toli i Urwisa.

– Myślę, że już czas, żebyśmy głośno powiedzieli, co o tym myślimy! Myślę, że to czas, żeby dorośli zobaczyli, że zależy nam na naszej planecie, że nie chcemy umierać przez ich zaniedbania! Trzeba głośno żądać zmian, a nie tylko prosić. Jeśli pokażemy, że chcemy tego wspólnie, że działamy na całym świecie, że wierzymy w to, co mówimy – to uda nam się coś zmienić!.

Pola, jako przewodnicząca spotkania, zaproponowała, aby przez kilka kolejnych dni dzieci i młodzież uczestniczyli w debatach dorosłych i powoli przygotowywała wystąpienie. W końcu jest szansa, że politycy, naukowcy i przedsiębiorcy też będą chcieli zmienić świat.

Pola, Tola, Urwis i Greta przysłuchują się rozmowie

Następnego dnia Urwis, Tola i Pola chodzili na spotkania z naukowcami i politykami. Niemal wszyscy mówili, że coś trzeba zmienić, nie wycinać lasów, ograniczyć spalanie węgla. Wszyscy byli bardzo zadowoleni z tego, co usłyszeli… niestety… niestety do czasu.

Tola, Urwis, Pola i Greta po całodniowych debatach mieli wrócić na wieczorne spotkanie aktywistów. Tuż przed wejściem do budynku Tola spostrzegła, że nie ma ze sobą torby.

– O rany! Straszenie przepraszam. Muszę wrócić do budynku, w którym jest/odbywa się konferencja. W torbie mam swoje notatki. Nie chcę, żeby zginęły.

Przyjaciele nie chcieli zostawić Toli samej, więc postanowili wspólnie wrócić do budynku. Miły pan portier mrugnął do nich i kazał się pospieszyć. Przemknęli do środka. Z entuzjazmem rozmawiali o tym, że dorośli wreszcie dostrzegli, jak poważne są obecne problemy, że wreszcie coś zrobią, coś się zmieni.

Gdy byli już bardzo blisko sali obrad, spostrzegli, że z małej salki tuż obok głównych drzwi, wydobywa się światło. To kilkoro delegatów z różnych państw debatowało nad postanowieniami konferencji. Mimo że przyjaciele nie zamierzali podsłuchiwać rozmów, to przez uchylone drzwi wyraźnie usłyszeli kilka zdań, które sprawiły, że znieruchomieli ze strachu i zdziwienia.

Najpierw usłyszeli głos z mocny, angielskim akcentem:

– My nie wierzymy w zmiany klimatu. Myślę, że to firmy sprzedające oczyszczacze powietrza twierdzą, że na świecie jest tak źle. Susze były i będą, tak już jest na świecie. Zmniejszenie wydobycia ropy naftowej to byłaby dla naszego państwa prawdziwa katastrofa! Nasz rząd straciłby miliardy dolarów, gdybyśmy nie sprzedali ropy. Nic nie podpiszemy i wycofujemy się z obietnic.

Drugi głos odezwał się w tym samym tonie:

– Moim zdaniem zmiana klimatu pewnie następuje, ale nasze państwo jest uzależnione od węgla. Mamy dużo kopalń, wielu górników, a dzięki wydobyciu węgla ludzie mają pracę. Zanieczyszczone powietrze jeszcze nikogo nie zabiło, a my przegramy wybory, jeśli zamkniemy kopalnie. Postawimy dwa wiatraki, żeby ekolodzy się nie czepiali i tyle… Nasze państwo węglem stoi i stać będzie!

– Tak, tak. –przytakiwał trzeci delegat – Ekolodzy chyba nie wiedzą, ile musielibyśmy zapłacić, żeby energia na Ziemi była zielona. Wiatraki, panele słoneczne, energia atomowa – to wszystko kosztuje miliardy dolarów. Nikt nie chce płacić więcej za prąd i ciepło w domu. Lepiej mieć zanieczyszczone powietrze i kwaśne wody w oceanach, niż drogi prąd. Jestem pewien, że gdyby wszystkie zwierzęta miały zapłacić dziesięć dolarów więcej za prąd, wolałyby chodzić w maseczkach niż ponosić takie opłaty…

Greta nie wytrzymała i otworzyła drzwi. Delegatki i delegaci ze zdziwieniem popatrzyli na czworo wyraźnie wzburzonych dzieci. – A czy nie policzyliście, ile kosztuje praca lekarzy leczących astmę i inne choroby układu oddechowego? Czy nie policzyliście, ile kosztuje zatrucie wód i oceanów? Czy nie policzyliście, ile kosztuje śmierć i wyniszczenie tysięcy roślin i zwierząt? Tego pewnie nie ma w tabelach, ale to są prawdziwe koszty zmiany klimatu. Jest mi za was wstyd! Uważacie, że reprezentujecie zwierzęta z całego świata? Nie robicie tego. Reprezentujecie tylko pieniądze!

Greta stała naprzeciw dorosłych i nie spuszczała wzroku. Ta nieśmiała Reniferzyca musiała zebrać naprawdę dużo energii, żeby pokonać strach i stanąć oko w oko z ważnymi dorosłymi.

Urwis, nie wiedząc, jak zareagują delegaci, trzasnął drzwiami i chwycił przyjaciółki za łapki.

– Chodźcie! Nie powinniśmy tu być.

Możecie sobie wyobrazić, jak załamani byli przyjaciele. Przez całą noc płakali. Nie mogli uwierzyć, że te ważne osoby, które przyjechały na konferencję klimatyczną, naprawdę tak myślą. Że te ważne osoby mimo wielu raportów, spotkań z naukowcami, mimo przykładów z całego świata – nie zamierzają zrobić nic dla poprawy klimatu i przyszłości świata.

renifer stoi na trybunie i przemawia

Następnego dnia młodzież z eko-patrolu miała wyznaczyć jednego przedstawiciela lub przedstawicielkę, aby zaprezentować stanowisko dzieci. Zwierzęta zastanawiały się, czy wybrać niedźwiedzia polarnego zagrożonego wyginięciem, tuńczyka z zakwaszonych oceanów, czy kangurzycę z terenów pustynnych. Po nocnych rozmowach postanowili, że ich głos reprezentować będzie… najbardziej nieśmiała z całej grupy, ale o najbardziej walecznym sercu – Greta.

– Szanowne panie, szanowni panowie! – rozpoczął przemówienie Ryś. – Zapraszam Gretę ze Szwecji, która od wielu miesięcy prowadzi strajk, protestując w ten sposób przeciwko zmianie klimatu. Greta przemówi w imieniu dzieci.

– Trzymaj się! – zawołał Niedźwiedź.

– Dasz sobie radę. – dodał Wielbłąd – Wierzymy w ciebie!

Greta popatrzyła w stronę przyjaciół… Ona – Greta ze Szwecji, Reniferzyca, która od kilku miesięcy nawoływała wszystkich do strajku na rzecz klimatu, ona – cicha i bardzo nieśmiała, miała powiedzieć dorosłym, jak ważna jest dla niej planeta, jak ważne są obecne decyzje.

Greta weszła na podium i rozległy się oklaski. Niełatwo jest mówić coś, co może zasmucić innych. Niełatwo jest powiedzieć coś, co może wywołać u innych złość. O rzeczach ważnych trzeba jednak mówić odważnie i głośno.

– Mam na imię Greta. Mam 15 lat i jestem ze Szwecji. Wiele osób mówi, że Szwecja to małe państwo i nieistotne jest, co robimy. Ale ja wiem, że nigdy nie jesteś zbyt mały, by coś zmienić. I jeśli kilkoro dzieci może trafić na okładki całego świata tylko dlatego, że nie poszły do szkoły, to wyobraźcie sobie, co moglibyśmy osiągnąć, gdybyśmy tylko chcieli. Ale żeby to zrobić, musimy mówić głośno i wyraźnie, nieważne jak bardzo niewygodne to będzie. Wy dorośli mówicie ciągle o zielonym, zrównoważonym rozwoju, ale tylko dlatego, że boicie się utracić popularność. Ciągle mówicie, żebyśmy szli do przodu, stosując te same zasady, które doprowadziły nas do chaosu, nawet jeśli jedynym sensownym działaniem byłoby pociągnięcie za hamulec bezpieczeństwa.

Greta zamilkła na chwilę, po czym przełknęła ślinę, bo dalej miała powiedzieć coś bardzo trudnego i powiedziała mocnym i spokojnym głosem:

Nie jesteście dojrzali nawet na tyle, by powiedzieć, jak jest naprawdę. Nawet to pozostawiacie nam – dzieciom. Ale mnie nie interesuje bycie popularną. Interesuje mnie sprawiedliwość, klimat i żyjąca planeta. Nasza cywilizacja jest poświęcona dla zysków niewielkiej garstki ludzi, by mogli zarabiać niewyobrażalne ilości pieniędzy. Nasza planeta jest zagrożona, aby bogaci ludzie w takich krajach jak mój, mogli żyć w luksusie. Luksus niewielu jest opłacany cierpieniem miliardów. Nie przyszliśmy tu błagać światowych liderów o uwagę. Ignorowaliście nas w przeszłości i będziecie ignorować dalej. Ale właśnie skończyły się wam wymówki, a nam kończy się czas. Chcemy wam powiedzieć, że zmiana nadchodzi, czy wam się to podoba czy nie. Prawdziwa siła leży w ludziach!

renifer Greta

Bajka, której przed chwilą wysłuchaliście, jest dla nas bardzo ważna. Słowa Reniferzycy Grety, które usłyszeliście przed chwilą, to prawdziwe słowa wypowiedziane przez Gretę Thunberg ze Szwecji na Międzynarodowej Konferencji Klimatycznej w 2018 roku. Greta działa i zachęca wszystkie dzieci i młodzież do dołączenia się do ruchu na rzecz ochrony naszej planety.

Może i Wy zechcecie włączyć się w działania na rzecz Ziemi? Można robić wiele rzeczy: wyłączać prąd, oszczędzać wodę, robić kompostownik, wybierać jazdę rowerem zamiast samochodem. Każda zmiana jest bardzo ważna. Jak mówi Greta – nigdy nie jest się zbyt małym by robić wielkie rzeczy.

Bajka powstała w ramach projektu Kids for Eco-Action, finansowanego przez Fundusz Wyszehradzki. Partnerami projektu są Instytut Ekologii Stosowanej “Daphne” (Słowacja) oraz Lipka (Czechy)

Powiązane