Bajki, Bez kategorii, Rośliny i Zwierzęta

Bzyczące zgromadzenie

pszczoła-gigant patrzy na naszych przyjaciół, kotka Tola jest wyraźnie przestraszona, sowa ją przygarnia skrzydłem do siebie, Urwis uśmiecha się

Pewnego wiosennego dnia trójka przyjaciół – Urwis, Tola i Pola – mieli wyruszyć na wycieczkę. Od samego więc rana Urwis siedział w trawie, czekając na swoje przyjaciółki. Nie było ich bardzo długo, więc Piesek postanowił zabić czas, bawiąc się małą buteleczką, wypełnioną gęstym, zielonym płynem. Gdy Pola i Tola w końcu przybiegły na łąkę, Urwis powitał zdyszane przyjaciółki zniecierpliwionym burknięciem.

– No, w końcu jesteście!

– Ooo, a co to takiego? – spytała Tola i zamiast powitania wskazała na buteleczkę.

– Mam to od Tyka. Musimy wypróbować, jak działa – wyjaśnił Urwis.

Tyk był ślimakiem i nowym przyjacielem Toli, Poli i Urwisa. Poznali go niedawno. Tyk był wszechstronnie uzdolnionym majsterkowiczem i znakomitym wynalazcą.

– Tyk próbował użyć soku roślin do opracowania ekologicznego paliwa do swoich drewnianych wózków. Spodziewał się, że wystarczy jedna kropla, by wózki jeździły całą wiosnę i nie emitowały żadnych spalin. Ale przyznał, że ten plan się nie powiódł, natomiast przez przypadek stworzył coś zupełnie innego. Zobaczymy co, gdy wypijemy – dodał Urwis.

Przyjaciele wahali się przez chwilę, ale w końcu ciekawość wygrała z nieufnością. Tola, Pola i Urwis zamknęli oczy i po kolei wypili płyn z zielonej buteleczki. To, co nastąpiło potem, wyglądało niezwykle! Biedne zwierzaki zaczęły skręcać się jakby je coś bardzo bolało, wić się, wiercić – aż w końcu… bum! Przeszył ich wstrząs. Gdy przyjaciele otrząsnęli się z szoku, spojrzeli najpierw po sobie, a potem rozejrzeli się wokół. Myśleli, że przenieśli się w zupełnie inne miejsce! Otaczały ich grube, ostro zakończone gałęzie i rozłogi. Dopiero po chwili zorientowali się, że to, na co patrzą, to trawa, a oni sami są wielkości… pestki wiśni!

– Czyli tak działa efekt pomyłki Tyka! To eliksir zmniejszający! – Tola pierwsza zorientowała się, co się stało.

 

Bzzz… bzzz… Nagle coś zadudniło tuż obok trójki przyjaciół. Nieopodal wylądowało coś, co wyglądało jak włochaty helikopter. Z początku zwierzaki wolały siedzieć cicho i nie zwracać na siebie uwagi, ale stworzenie wyglądało tak dziwnie, że postanowili lepiej się mu przyjrzeć. Całe jego ciało było pokryte długim, kolorowym puszkiem – czarnym na głowie i piersi, jaskrawo-pomarańczowym na brzuchu i odwłoku. Stworzenie miało dwie pary przezroczystych skrzydeł, czarne oczy i parę czarnych rogów. Po chwili wahania przybysz podszedł bliżej.

– Dzień dobry. Przepraszam, jestem trochę nieśmiała, nie przywykłam do towarzystwa tylu osób. –

– Kim ty jesteś? – spytała odważnie Pola.

– Jak to kim? Pszczołą przecież … – odparło stworzenie z pretensją w głosie.

– Nie wyglądasz na pszczołę – upierała się Pola. – Ale jeśli nią jesteś, nie żartuj sobie, że nie przywykłaś do towarzystwa. Przecież w ulu są was tysiące!

– Ależ nie! – Pszczółka zaśmiała się. – Nie mieszkam w ulu. Należę do dzikich pszczół samotnic. Nie zbieramy się w wielkie roje, zamiast tego budujemy małe ule, tylko dla naszych najbliższych. Jestem murarką rogatą, nazywam się Zdenka. Ja i moje dzieci żywimy się słodkim nektarem kwiatowym i pyłkiem. Spójrzcie – to mówiąc, z dumą wskazała na swoje nóżki, pokryte nieco dłuższymi włoskami. – To szczecina. Dzięki niej zbieram pyłek. Muszę podlecieć do dziesiątków kwiatów, nim zbiorę go wystarczająco. Wierzcie mi, to naprawdę wyczerpujące zadanie.

– Czyli ty zapylasz kwiaty, prawda? – upewniła się Pola.

– Zgadza się. Najbardziej lubię nektar i pyłek z kwiatów jabłoni. A te drzewa, które zapylę wiosną, jesienią dają mnóstwo owoców – pochwaliła się Zdenka, po czym zaczęła wyjaśniać. – Zbieram pyłek dla moich dzieci, żeby miały co jeść, gdy przyjdą na świat. Dla każdego z nich przygotowuję osobny pokój, w którym zostawiam słodki przysmak, bułeczkę z pyłku i słodki nektar do wypicia.

– Mmmm! –     na myśl o takich łakociach trójce przyjaciół aż napłynęła ślinka.

– Osobne pokoje? Czyli jak dokładnie wygląda twój dom? – spytała zaciekawiona Tola.

– Cóż… – Zdenka zawahała się. – Szczerze mówiąc, teraz nie mam żadnego. Drzewo, w którym mieszkałam, zostało wycięte i zabrane… Ale, ale…  strasznie się tu z wami zagadałam! Muszę już lecieć! Zapomniałam, że spieszyłam się na pszczele zgromadzenie. Wszystkie pszczoły samotnice martwią się brakiem pożywienia i tym, że mamy coraz mniej miejsc do życia. Dlatego właśnie zwołano zebranie. Chcemy spróbować rozwiązać te problemy. A może … chcecie lecieć ze mną? – spytała Zdenka.

– No jasne! – wykrzyknęli przyjaciele.

– I tak chcieliśmy się wybrać w niezwykłą podróż. A może będziemy mogli wam w czymś pomóc?  – dodała Tola.

dziesiątki pszczół siedzą na kwiatach jabłoni

– Zgromadzenie odbywa się niedaleko, na dużej jabłoni. Ale muszę was ostrzec – powiedziała Zdenka. – Gdy tylko dotrzemy na miejsce, musicie się schować i nie wychodzić pod żadnym pozorem. My, pszczoły samotnice, jesteśmy z natury spokojne i rzadko używamy żądeł. Ale nie lubimy, gdy ktoś miesza się w nasze sprawy. W dodatku, wiele z nas od dłuższego czasu nic nie jadło. Inne pszczoły mogą się bardzo rozzłościć, jeśli was zobaczą, przecież nie wiedzą, że macie dobre intencje…

Urwis pokiwał głową na znak, że wszystko jasne, zaś Pola chwyciła oboje w pazurki i poleciała za Zdenką.

 

Z wielkiej jabłoni dochodziło bzyczenie i buczenie, zupełnie jakby odbywało się tam… ogromne pszczele zgromadzenie. Pola, Tola i Urwis usiedli na grubym pniu powalonego drzewa i ukryli się za dużym liściem. Rozejrzeli się wokół. Nigdy nie widzieli tylu przeróżnych pszczół! Były i te malutkie, i te duże. Niektóre były puszyste, inne szczuplutkie. Puch niektórych pszczół był błyszczący, inne wyglądały na blade. Część była kolorowa, z długimi lub krótkimi rogami.

Nagle Pola dostrzegła, że podobnie wyglądające pszczoły siedzą na tych samych gałęziach.

– Każda gałąź jest zajmowana przez osobną rodzinę – szepnęła Zdenka jakby odgadując myśli przyjaciół. – Ich miejsca są oznaczone herbami, związanymi z charakterystyczną cechą danej rodziny. Herby zawsze znajdują się na liściastej paterze.

Rzeczywiście, przyjaciele dostrzegli patery leżące na kilku gałęziach. Na jednej z nich znajdował się kopczyk piasku, na innej kopczyk gliny. Udało im się też dostrzec koło utworzone w przegryzionym liściu, a także meszek pochodzący z roślin.

– Niektóre z nas zakładają gniazda w piasku, inne w glinie – wyjaśniła Zdenka. – Niektórzy z moich krewnych dekorują pokoje dla młodych pszczół kołami z liści, inni używają do tego meszku roślinnego.

Zgromadzenie obradowało w najlepsze. Pszczoły wnosiły różne skargi do przewodniczącej. Była nią duża Zadrzechnia Fioletowa, pszczoła pokryta błyszczącym metalicznie puchem. Siedziała we wnęce powstałej po opadłym konarze, wyściełanej delikatnym, próchniejącym drewnem i z uwagą słuchała innych pszczół.

– To nasza przewodnicząca, Zadrzechnia Fioletowa. – Zdenka wskazała na nią, po czym wróciła do słuchania.

– Na łąkach nie ma pożywienia! Gdy mlecze przekwitną, nie będzie więcej kwiatów, z których można czerpać nektar! – krzyknęła ruda pszczoła.

– To dlatego, że wszystko co wyrośnie, od razu jest wycinane! – odezwała się mała czarna pszczółka z żółtymi paskami na odwłoku. – Gdy kwiaty zaczynają kwitnąć, ludzie zaraz je koszą! Nie mamy wystarczająco dużo czasu, by zebrać pyłek i nektar dla naszych dzieci! Jesteśmy głodne! Gdyby tylko zostawiono nam choć skrawek łąki z kwiatami! Moje dzieci nie jedzą nic poza nektarem i pyłkiem dzwonków!

– A moje jedzą jedynie pyłek z jaskrów! – zawtórowała jej inna pszczoła.

Chcemy odzyskać nasze stare, gliniane szlaki! Wszędzie tylko beton i asfalt, nie mamy gdzie wykopywać gniazd! – skarżyły się pszczoły z grubą żółtą szczeciną na odnóżach.

– Nie jesteśmy wybredne, jeśli chodzi o miejsce zamieszkania – dodały pszczoły, które wyglądały dokładnie tak, jak Zdenka. Były to murarki rogate. – Puste muszle ślimaków też byłyby odpowiednie, ale jak często można taką znaleźć?

– Nasz przyjaciel ma… – Urwis, który nie mógł dłużej bezczynnie słuchać skarg biednych pszczół, prawie wyskoczył z kryjówki. Chciał jakoś zaradzić beznadziejnej sytuacji. Na szczęście, Tola w porę go złapała i pociągnęła z powrotem za liść. Szybko zakryła mu pyszczek i wyszeptała zdenerwowana:

– Nie waż się im pokazywać! I muszla, o której pomyślałeś, jest już zajęta, Tyk w niej mieszka! –

Urwis zwiesił głowę zawstydzony i zamilkł. Czasem potrafił działać bardzo impulsywnie.

– Będziemy wdzięczne za jakiekolwiek wolne miejsce – kontynuowały murarki rogate. – Lubimy pałki wodne, dziury w ścianach, korytarze i komory wydrążone przez owady w starych drzewach. Niestety, starych drzew jest coraz mniej, większość z nich już dawno się przewróciła. Nawet wolna przestrzeń między dachówkami się nada. –

– Zatem przeprowadźcie się do mojego domu! – krzyknął Urwis i wyskoczył z kryjówki w sam środek zgromadzenia. Tym razem Tola nie zdążyła go powstrzymać…

 

Całe zgromadzenie momentalnie ucichło. Tysiące pszczół wpatrywało się w Urwisa. Skąd się wziął ten intruz? Już zaczęły szykować ostre żądła…

– Też tu jesteśmy i nie pozwolimy cię skrzywdzić, Urwisie! – krzyknęły zgodnie Tola i Pola i dołączyły do przyjaciela.

Pod jabłonią zapadła grobowa cisza, tak straszna że ciężką atmosferę dałoby się kroić nożem. Trójka przyjaciół już wyobrażała sobie kłujące ich żądła. Ale wtedy, nagle, wszystkie pszczoły wybuchnęły śmiechem. Sowa, pies i kotka rozmiarów pestki wiśni to doprawdy niecodzienny widok!

Pierwsza przestała śmiać się przewodnicząca Zadrzechnia i uderzyła swoim młotkiem, nakazując innym pszczołom milczenie.

– Kim jesteście i co robicie na naszym zgromadzeniu? – spytała prosto z mostu.

Tola, Pola i Urwis opowiedzieli więc o tym, jak planowali wiosenną wyprawę, która nie doszła do skutku przez eliksir zmniejszający, stworzony przez ślimaka Tyka. Opowiedzieli też, jak poznali murarkę rogatą Zdenkę.

piękne stare drzewo, stojące na kwiatowej łące

– Urwisie, zaoferowałeś, że przyjmiesz nas w swoim domu. Szczerze mówiąc, podoba nam się ten pomysł. To będzie dobre miejsce dla sporej części z nas – powiedziała zadrzechnia fioletowa, siedząca na gałęzi przed murarkami rogatymi.

– Dziękujemy ci! Będziemy spokojnymi współlokatorkami, możesz nam zaufać. Nie zniszczymy twojego domu, tylko schronimy się w szczelinach pod deskami i nawet nas nie zauważysz – obiecały pszczoły.

– No dobrze, ale co z resztą ? I co z pożywieniem? – spytała zmartwiona przewodnicząca.

– Mam pomysł! – odezwała się Pola. – Podczas jednej z moich nocnych wypraw znalazłam stary, opuszczony sad. Rośnie tam dużo drzew, pełnych dziur i wydrążonych tuneli. Mogłybyście się tam wprowadzić. Rzadko ktokolwiek kosi tam trawę – dodała. – I wydaje mi się, że w pobliżu znajduje się gliniany trakt. – Mrugnęła do pszczół z żółtą szczeciną na odnóżach. – Jeśli chcecie, mogę was tam zaprowadzić.

Pola ponownie chwyciła Tolę i Urwisa w pazury i poleciała w stronę sadu, a całe zgromadzenie podążyło za nią. Pszczołom od razu spodobał się nowy dom. Podziękowały przyjaciołom i natychmiast zabrały się do pracy. Niektóre rozpoczęły inspekcję wydrążonych korytarzy, by znaleźć najdogodniejsze miejsca do zamieszkania. Najgłodniejsze – poleciały po słodki nektar kwiatów.

A Tola, Urwis i Pola? Wyruszyli do Tyka. W końcu musiał im pomóc znaleźć antidotum na eliksir zmniejszający! Wszyscy chcieli już odzyskać swoje dawne rozmiary.

Bajka powstała w ramach projektu Kids for Eco-Action, finansowanego przez Fundusz Wyszehradzki. Partnerami projektu są Instytut Ekologii Stosowanej “Daphne” (Słowacja) oraz Lipka (Czechy)

Related

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.